8/06/2014

I. Patrząc w gwiazdy

„Lecz choćby oczy jej były na niebie, 
a owe gwiazdy w oprawie jej oczu, 
blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy”. 
– W. Shakespeare 
 
 
Był nieco duszny, czerwcowy dzień. Młoda dziewczyna spojrzała na zegarek stojący na drewnianej, nocnej szafce. Wskazówki pokazywały dwadzieścia po jedenastej, więc musiała się szykować. Dokładnie punkt dwunasta miała stawić się przy Wielkim Drzewie, gdzie zawsze znajdowało się miejsce spotkań zespołu ósmego, przemianowanego niedawno na Drużynę Kurenai. Postanowiła wyjść wcześniej, ponieważ chciała jeszcze porozmawiać z Kibą na temat Naruto. Krążyły plotki, że po prawie trzech latach powrócił do Konohy. 
Wstała z westchnieniem z wygodnego łóżka, ostatni raz omiotła spojrzeniem nieduży, przytulny pokój, złapała swój plecak i wyszła. Po drodze spotkała ojca, który właśnie zamykał drzwi sąsiedniego pomieszczenia. Prezentował się dumnie, jak na głowę rodu przystało: wysoki, ubrany w białe szaty. Długie, brązowe włosy odrzucił z gracją na plecy. 
– Hinata – usłyszała poważny głos. Momentalnie się zatrzymała.
– Witaj, ojcze.
– Mam nadzieję, że pamiętasz o dzisiejszym treningu. – Nawet na nią nie spojrzał. Przeciwnie – odwrócił się tyłem, jakby miał zamiar za chwilę odejść.
– Ja… Wyruszam właśnie na misję – odparła drżącym głosem.
– Misję? – Spojrzał na nią przez ramię nieco zaskoczony. Ostatnio jego starsza córka praktycznie w żadnych nie uczestniczyła. Ciągle ciężko trenowała z nim lub jej kuzynem – Nejim – aby stać się lepszą kunoichi. – To co ty tu jeszcze robisz? Twoja drużyna będzie się niecierpliwić.
– Już idę. – Hinata skłoniła się, odwróciła i odeszła szybkim krokiem.
Rozmyślała właśnie o swoim ojcu, Hiashim, którego przed chwilą spotkała. Nadal pozostawał dla niej szorstki. 
Nadal jest mną zawiedziony. Chciał, żebym stała się potężną kunoichi, silniejszą niż Neji. 
Hinata pochodziła z tak zwanego trzonu rodu, jej kuzyn Neji zaś z gałęzi. Mimo to Haishi wolał trenować z nim, a nie z własną córką. 
Będę silniejsza. Nie poddam się i udowodnię, że zasługuję na bycie częścią klanu. 
Jej umiejętności znacznie się polepszyły i ojciec nawet zgodził się z nią trenować. Jednak cały czas istniał między nimi jakiś mur, którego w żaden sposób nie mogła zburzyć.
Pogrążona w myślach pokonała biegiem ostatni zakręt i niemal wpadła na kogoś. W ostatniej chwili wykonała piruet, który uchronił ją od rychłego zderzenia z nim. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, z jaką gracją ominęła „przeszkodę”. Nieznacznie obróciła głowę.
– Przepraszam, Neji, spieszy mi się! – powiedziała na wydechu i pobiegła czym prędzej na spotkanie ze swoją drużyną.
Pokonała drzwi frontowe i ruszyła uliczkami malowniczej Konohy. Postanowiła przejść na skróty, przez park. Słońce było prawie w zenicie, cudownie oświetlając wioskę. Drzewa, krzaki i budynki dawały upragniony przez mieszkańców cień, w którym mogli się schować przed upałem. Wkroczyła na piaskową dróżkę. Szła szybkim krokiem krętymi alejkami. Mijała po drodze gromady bawiących się dzieci i ich rodziców, gawędzących wesoło. Ptaki latały nad ich głowami, śpiewając cudowną melodię. Konoha jak zwykle tętniła życiem.
Pani Tsunade jest wspaniała. Minęły zaledwie trzy lata od napaści Orochimaru, a ona już zdołała przywrócić wiosce dawną świetność. Dobrze, że została Hokage.
Skręciła w jedną z uliczek. Po obu stronach rozpościerał się wysoki, drewniany płot. Zbliżała się już do miejsca spotkania. Uśmiechnęła się na samą myśl, że zobaczy swoich kompanów – Shino, Kibę i jego psiaka, Akamaru. 
Dziewczyna miała minąć ostatni zakręt, już ujrzała swoich znajomych, jednak spostrzegła, że nie są oni sami. W ułamku sekundy zorientowała się, kto stał z nimi w czarno-pomarańczowym dresie, na szczęście odwrócony tyłem do niej. Wciągnęła szybko powietrze, co, niestety, było słychać. Cofnęła się i przyparła plecami do drewnianego płotu. Jej serce zaczęło szybciej bić, nogi stały się jak z waty, a na policzki wpłynął czerwony rumieniec.
– Naruto… – wyszeptała.
Słyszałam, że wrócił do wioski, ale… Co powinnam zrobić? Co mam mu powiedzieć? 
Dłonie zaczęły jej się trząść, przymknęła oczy i westchnęła. Spuściła wzrok na ziemię.
W tym momencie tuż przed nią pojawiła się twarz Uzumakiego.
– Co tam, Hinata? – zapytał jak gdyby nigdy nic. Dziewczyna przestraszyła się; znów wciągnęła szybko powietrze. – Dlaczego się chowasz?
Przeniosła powoli wzrok na swojego kolegę i zamrugała szybko oczami. Zrobiło jej się słabo, zaczęło kręcić w głowie, zachwiała się. Na swoje nieszczęście, straciła równowagę, a potem osunęła się na ziemię. Słyszała jeszcze tylko nawoływania przyjaciół.
– Co? Hinata? Hej! Hinata!
– Dlaczego zawsze mdlejesz, gdy widzisz Naruto?! – usłyszała zaniepokojony i może nieco zdenerwowany głos Kiby.
Nic więcej nie pamiętała, gdyż straciła przytomność.
 
~*~
 
Powoli odzyskiwała świadomość. Z początku widziała tylko ciemność i słyszała głośne bicie swojego serca.
– Wybrałeś zły moment. Drużynie Kurenai przydzielono misję, właśnie czekamy na naszą mistrzynię – powiedział ktoś znajomy gdzieś niedaleko. 
– Ale macie przecież Akamaru i w ogóle! Muszę tylko pożyczyć jednego z was. No weź, Kiba! – Wrzask dotarł do jej uszu.
Co się ze mną stało?
– Nie oczekuj niemożliwego! Nie mogę używać swoich połączonych ataków bez Akamaru! – Wściekł się właściciel pierwszego głosu. Tak, to był Kiba. 
Wiem! Znowu zobaczyłam Naruto! 
Przejechała palcami po podłożu. Poczuła ciepły piasek. Powiodła ręką wyżej, wzdłuż pleców. Opierała się o szorstkie drzewo, widocznie chłopcy musieli ją tu przenieść.
– Dobra! Tacy z was przyjaciele! – usłyszała za swoimi plecami. 
– To Naruto… – wyszeptała dziewczyna. 
Uchyliła lekko oczy, miała nadzieję, że nie będzie jej się kręciło w głowie. Ledwie to zrobiła, a tuż przy niej pojawił się nieco zdenerwowany, lecz bardzo zdeterminowany Uzumaki.
– Dobra, Hinata, zamknij się i chodź ze mną! – Pokazał na siebie kciukiem, zbliżając swoją twarz do jej.
Zamknąć się i iść z nim? 
Znów cała się zatrzęsła. Wytrzeszczyła oczy, a na policzki ponownie tego dnia wkradł się rumieniec. Doznała szoku. Patrzyła jeszcze przez chwilę na Naruto, po czym momentalnie głowa jej opadła – znów straciła przytomność.
Cholera. Ona zawsze stresuje się, gdy Naruto jest blisko – pomyślał Kiba, który przyglądał się wszystkiemu. Pokręcił z niesmakiem głową. Shino jedynie westchnął.
 
~*~
 
Tym razem obudził ją Akamaru. Poczuła na twarzy jego ślinę, po czym od razu się uśmiechnęła. Otworzyła lekko oczy i cicho się zaśmiała.
– Witaj ponownie wśród żywych – powiedział Kiba, podając jej rękę i wyszczerzając zęby. Pięć minut wcześniej próbował ją obudzić wachlując kawałkiem pergaminu, lecz z marnym efektem.
– Dziękuję, Kiba. Och, mistrzyni Kurenai! Dzień dobry! Przepraszam, ja naprawdę… – zaczęła się tłumaczyć.
– Spokojnie, Hinato, nic się nie stało. Musimy wyruszać do Kraju Rzek. Misja rangi B czeka, a zleceniodawca podobno jest bardzo niecierpliwy. Szczegóły wyjaśnię wam w czasie wędrówki – rzekła Yūhi.
– Mistrzyni Kurenai, jak długo zajmie nam dotarcie na miejsce? – spytał Inuzuka.
– Sądzę, że do jutra wieczór się wyrobimy.
Nikt nic już więcej nie mówił.
Wszyscy ruszyli marszem w stronę Głównej Bramy Konohy, a następnie na południowy-zachód. Skakali po gałęziach drzew do późnego popołudnia. Potem, gdy teren się zmienił, zaczęli wędrować. Pokonywali ubite ścieżki prowadzące ich przy stokach wzgórz i przez wąwozy. 
Hinata zamyśliła się.
Jak mogłam znów tak się skompromitować przed Naruto? I dlaczego mdlałam za każdym razem, gdy znajdował się blisko mnie? Nawet Kiba i Shino mają już tego dosyć…
– Myślisz o Naruto, prawda? – powiedział Inuzuka ściszonym głosem. Hyūga zauważyła, że Aburame i mistrzyni poszli przodem, zaś oni zostali nieco w tyle.
– Kiba…
– Spokojnie, nie martw się tym, co się stało. Naruto i tak się nie domyśla, jest na to za głupi… – odrzekł z uśmiechem i poczochrał sobie włosy.
– Nie domyśla… głupi… – wyjąkała, nie rozumiejąc, albo raczej nie chcąc przyjąć do wiadomości, że przyjaciel wie o jej słabości. No ale czego miała się spodziewać? 
– Hinata, wszyscy wiedzą, że podkochujesz się w Naruto. Oprócz niego samego, oczywiście.
Dziewczyna znów zarumieniła się. Spuściła wzrok. Nie wiedziała dlaczego, ale było jej okropnie wstyd. Prawdziwy ninja nie powinien tak łatwo okazywać uczuć.
Nagle poczuła, jak Kiba chwycił ramię dziewczyny.
– Ej, nie martw się, przecież…
– Ogłaszam postój. Macie dziesięć minut na napicie się, przekąskę, krzaczki i ruszamy dalej – ogłosiła Kurenai.
Kiba ostatni raz spojrzał na Hinatę zrezygnowanym wzrokiem, w stylu „jeszcze porozmawiamy”, po czym odszedł nakarmić Akamaru. Dziewczyna była dla niego przyjaciółką. Nie dotarł jednak do niej całkowicie, a to wszystko przez wstydliwość. Bała się jakiejkolwiek bliższej konfrontacji z drugim człowiekiem. Inuzuka często się zastanawiał, czym spowodowana jest nadmierna nieśmiałość Hinaty, niestety nigdy nie wymyślił nic sensownego. 
Po krótkim postoju ruszyli dalej w drogę. Kolejny odcinek pokonali w milczeniu. Ciszę przerwał jedynie Shino, który zapytał Kurenai o szczegóły misji, jednak ona odparła, że omówią wszystko na spokojnie przy ognisku; musieli czekać na ostateczny postój, gdy rozbiją obóz i zaplanują nocleg. Hinata przestała myśleć o dzisiejszej wpadce. Kiba nieco ją uspokoił tym, że Naruto niczego się nie domyśla, jednakże była ciekawa, co jeszcze chciał powiedzieć. Na razie nie miała ochoty na rozmowę. Jej przyjaciel chyba też nie, gdyż właśnie z uśmiechem obserwował Akamaru, który ścigał wielkiego, wielobarwnego motyla. 
Ach, kiedy ten psiak tak urósł! 
Zwierzaka przepełniała energia, aż miło było popatrzeć. Shino za to jak zwykle szedł zamyślony, ukrywając twarz przed całym światem. 
Nastał wieczór, więc drużyna postanowiła rozbić obóz przy wielkiej skale nad rzeką. Kiba, z pomocą Akamaru, zaczął rozkładać namioty, Shino poszedł znaleźć drzewo na ognisko, a Kurenai postanowiła rozejrzeć się po okolicy. Hinata zajęła się przygotowaniem posiłku. Wyjęła z plecaka kanapki i zagotowała wodę na herbatę, gdy Aburame rozpalił ogień. Siedzieli w milczeniu, czekając na resztę towarzyszy. Kiba po chwili dołączył, więc zdecydowali spożyć posiłek bez mistrzyni, ponieważ byli strasznie głodni, a kobieta mogła przyjść bardzo późno.
– Ciekawe, co będziemy musieli robić. Szkoda, że Tsunade od razu nam nie wytłumaczyła wszystkiego – powiedział Kiba. Chyba zrobił to jedynie po to, aby przerwać nieznośną ciszę.
– Powiedziała, że mistrzyni Kurenai wie już o wszystkim i sama przekaże nam szczegóły – rzekł Shino. – Podobno zna brata zleceniodawcy, dlatego właśnie nam przydzielono tę misję.
Nikt już nic więcej się nie odezwał. Inuzuka widocznie nie wiedział, jak kontynuować rozmowę, a Hinata nie miała ochoty brać udziału w dyskusji.
 
~*~
 
Wysoki, szczupły młodzieniec szedł korytarzem domostwa klanu Hyūga. Wrócił z kolejnego tego dnia treningu i był trochę zmęczony. Miał zamiar porozmawiać jeszcze z Hinatą, zanim uda się spać.
– Cześć, Neji – usłyszał. Przed nim stała niska, dziesięcioletnia dziewczynka. Wpatrywała się w starszego kuzyna, a jej policzki zaróżowiły się.
– Witaj, Hanabi. Widziałaś może Hinatę? – spytał.
– Przykro mi, Neji. Hinata wyruszyła rano na misję rangi B z mistrzynią Kurenai, Kibą i Shino. Myślę, że wróci za kilka dni.
– Dziękuję, Hanabi – rzekł i odszedł od niej. Przypomniał sobie wydarzenie sprzed południa.
Wracał właśnie z porannego treningu, pokonując pierwszy korytarz. Już zbliżał się do zakrętu, zza którego nagle wyłoniła się dobrze znana mu postać. W ostatniej chwili wykonała piruet, który uchronił ją przed zderzeniem, ominęła kuzyna i odwróciła głowę.
– Przepraszam, Neji, spieszy mi się! – powiedziała na wydechu, po czym pobiegła dalej.
– Co za ruchy… – wyszeptał chłopak, zachwycony gracją i wdziękiem, z jakimi Hinata go wyminęła. Dodatkowo jej szybka reakcja i ocena sytuacji wobec potencjalnego zagrożenia zachwiania równowagi oraz niesamowite wybrnięcie z zaistniałej sytuacji napawały go dumą, jakiej nie miał okazji poczuć od dawien dawna.
Skierował się do swojego pokoju. Nie był on bardzo duży. Został utrzymany w odcieniach brązu. Po prawej stało wygodne, miękkie łóżko, zachęcające, aby się na nim położyć i wtulić w poduszkę. Jednak ulubionym miejscem Nejiego w tym pomieszczeniu stał się niski parapet, wyłożony miękkim kocem. Okno było dość szerokie, by chłopak mógł siedzieć z w połowie zgiętymi w kolanach nogami, opierając się o ścianę. Uwielbiał obserwować niebo, a szczególnie gwiazdy nocą. Nigdy się do tego nie przyznawał, nawet sam przed sobą, ale gdy na nie patrzył, przypominał sobie Hinatę. Często z nią tu przesiadywał. 
 
*
 
– Dziękuję, Neji – powiedziała cicho, spuszczając głowę w dół.
– Za co, Hinata? – spytał. Nie sądził, że usłyszy takie słowa od tej nieśmiałej dziewczyny.
– Za pomoc. Za to, że mnie wysłuchałeś. Bo widzisz, Neji, nigdy nikt tego nie zrobił. Czasami mama, ale wiedziałam, że przekaże wszystko ojcu, a on z kolei… – przerwała. Uniosła głowę i popatrzyła na rozgwieżdżone niebo.
– Rozumiem. Wiem, jak się czujesz. Od kiedy zginął mój ojciec… do czasu egzaminu na Chūnina z nikim o tym nie rozmawiałem.
– Musiało być ci strasznie ciężko. – Wzięła głęboki oddech i popatrzyła mu prosto w oczy. – Neji, ja chciałam. Ja wiele razy próbowałam podejść, żeby porozmawiać, ale… gdy widziałam w twoich oczach tę nienawiść… Ja się bałam.
– To nie twoja wina. To ja miałem błędne informacje na temat śmierci ojca. Przepraszam, Hinata – powiedział chłopak. Skarcił się w duchu za to, że ich rozmowa przeprowadzana jest zbyt patetycznie. Cóż, całe życie był uczony okazywania szacunku członkom klanu Hyūga. Wciąż patrzył na młodą kunoichi. W jej oczach na moment pojawił się strach, następnie szok, a potem speszona opuściła głowę i zaczęła przypatrywać się swoim dłoniom.
– Nic nie szkodzi. Ale obiecaj mi jedno, Neji – odparła cicho. – Jeśli… Jeśli będziesz potrzebował pomocy, rozmowy, albo tak po prostu z kimś pobyć, przyjdź do m… do mnie.
W tym momencie, patrząc na tę małą, skuloną w sobie istotę, zrobiło mu się przykro. Żałował wszystkich lat nienawiści, wszystkich sekund bólu, który jej sprawił – czy to w walce, czy to słownie. Nie mógł dłużej wytrzymać – zrobił coś, o co nigdy by siebie nie posądził. Złapał dłonią podbródek dziewczyny, uniósł jej głowę, aby spojrzała na niego. W białych oczach z odcieniem lawendy dostrzegł słone kropelki, które po chwili spłynęły po alabastrowych policzkach. Wytarł je kciukiem, przysunął się do niej i przytulił ją delikatnie do siebie. Dziewczyna, na początku lekko, niepewnie, a później mocniej, przywarła do niego. Poczuła się o wiele lepiej – bezpieczniej.
– Obiecuję, Hinata – powiedział cicho, po czym pogładził ją po granatowych włosach. Wdychał kwiatowy zapach jej szamponu, dopóki nie zasnęła. Następnie podniósł dziewczynę cicho i położył w swoim łóżku. Usiadł z powrotem na parapecie. Czuwał całą noc. Nad ranem, zanim się obudziła, opuścił pokój, udając się na trening.
 
*
 
Spędzili razem wiele podobnych nocy. Momentem, który najbardziej ich zbliżył do siebie, była śmierć matki Hinaty. Hiashi nie pomógł wtedy córce – przeciwnie, zwyzywał ją od najgorszych i stwierdził, że nigdy nie będzie tak wspaniała, jak jej rodzicielka. Przelewał na nią swój ból. Neji myślał, że Hinata zamknie się w sobie jeszcze bardziej, jednak udało mu się temu zapobiec. On też przeżył śmierć kobiety, która traktowała go jak własnego syna. Jego prawdziwa matka zmarła, kiedy był jeszcze mały. Śmiertelnej choroby żony Hiashiego nie udało się zatrzymać. Od czasu śmierci Hikari, jej mąż stał się jeszcze bardziej chłodny i przygnębiony. Bardzo kochał żonę. Hinata rozpoczęła więc intensywnej trenować, co poskutkowało tym, że Hiashi zaczął ją bardziej doceniać. Zdaniem Nejiego, nadal niewystarczająco.
Wszyscy bliżsi znajomi zauważyli, że stosunki kuzynostwa poprawiły się. Rozmawiali ze sobą już swobodnie, o wszystkim. Lubili chodzić na spacery i często wędrowali alejkami ogromnego ogrodu należącego do klanu. Jednak Nejiemu zdawało się, że Hiashi nie jest zadowolony z łączącej ich więzi.
 
~*~
 

11 komentarzy:

  1. Cześć! Tutaj Ayu ze [Spisu FF o Naruto] Blog został dodany, jednak proszę o dodanie linku do naszego katalogu.
    Pozdrawiam~~

    OdpowiedzUsuń
  2. ojeju *.* piękne :D Informuj mnie jak bd następny
    koniecpoczatku-gaasaku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Poinformuję, oczywiście, a zdarzy się to całkiem niedługo :)

      Usuń
  3. Świetne opowiadanie ! Będę wpadać tu częściej <3 Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i pozdrawiam również :)

      Usuń
  4. Właśnie zdobyłaś nową czytelniczkę ! Mnie ! :D
    Trochę podchodziłam z dystansem na początku jak zobaczyłam tag "NejiHina". Ale nie powiem, zaciekawiła mnie ta opowieść.
    Także, ten... Czekam na dalszy ciąg i życzę by pisanie tego sprawiało Ci przyjemność ! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dziękuję serdecznie :D Cieszę się, że się komuś podoba ;3

      Usuń
  5. Połączenie Neji i Hinaty jest dość oklepane - w sensie masa artów w sieci, lecz co do opowiadań, to mało spotykane, ale jedno mnie cieszy nie rzucają się sobie od razu w ramiona. Twoje opisy sprawiają, że z łatwością można sobie wszystko wyobrazić. Ciekawa jestem, czemu Hinata wciąż reaguje omdleniem na widok Naruto. Podobają mi się wspomnienia Nejiego związane z Hinatą. Miło czytać, że stali się bliskimi przyjaciółmi. Ciekawa jestem jak potoczą się ich losy. Pytanie brzmi także, jaką misję otrzymała drużyna HInaty? No nic idę czytać dalej (tak jakbym nie znała dalszego ciągu - bo przecież betowałam :P) Życzę weny laska ;)

    P.S. sorki za błedy interpunkcyjne w komciu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo, racja, opowiadania ciężko znaleźć ;p Dlatego właśnie wzięłam się za pisanie tego :D Och, super, że opisy są stabilne, to jest najcięższe zaraz po kreowaniu bohatera u mnie. Co do Hinaty, to moja mała tajemnica, bo mam już pomysł n nią ;) Najgorzej będzie z Nejim, ale zobaczymy, jak uda mi się go wykreować :) Misja już w rozdziale drugim i trzecim.

      Usuń
  6. Znalezienie opowiadania o pairingu NejiHina (tym bardziej znalezienie jakiegoś sensownie napisanego i nieoklepanego) bądźmy szczerzy, graniczy z cudem. Przemknęłam przez masę fanartów, tak samo jak poprzednia komentująca i zafascynowana nimi w pewien sposób, zdecydowałam się przerzucić na fanfiki i cóż? Naprawdę, naprawdę, większości nie da się po prostu czytać, więc natrafiając tutaj mile się zaskoczyłam. Kurcze, nawet bardzo mile. Zaskoczyłam się mile długością rozdziału, szczegółowymi opisami i przede wszystkim pomysłem. No, nie należy też zapominać o wystroju bloga, który także przyciąga czytelnika, nie odpycha! Cóż więcej potrzeba do zauroczenia światem, który wykreowałaś?
    Także wielki szacun za podjęcie tematyki, a ja lecę czytać dalej, bo ta historia naprawdę wciąga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo miło mi się czyta takie komentarze! ;) Tak szczerze, ja również próbowałam znaleźć jakieś dobre NejiHina, ale nie udało mi się. Dlatego stwierdziłam, że napiszę własne, a jak wyjdzie, to już zobaczymy :)

      Usuń

Niah | Akinese | Credits: X, X