10/27/2014

III. Wycieńczenie

„Myśl o śmierci obezwładnia mnie całą...
Wołam ratunku... pomocy...
Czemu Ty, który jesteś mi najbliższy, nie pomożesz?” 
– Olka 2609 


– Witam. Jestem Izumi, a to jest Oramu. Chyba znacie już cel misji. Dokumenty posiadam ja, wy macie jedynie mnie chronić za wszelką cenę. Nie możemy pozwolić, aby dostały się w cudze ręce. To wszystko, ruszajmy – oznajmiła z wejścia kobieta, ukazując rząd równiutkich, białych zębów. W dłoniach o szponiastych paznokciach trzymała teczkę. Jej towarzysz wydawał się lekko wystraszony.
– Chwileczkę. Jestem Kurenai, to Kiba, Hinata i Shino. W razie czego od razu możesz się do nas zwrócić o pomoc. Będziemy was eskortować do samej granicy i mogę zapewnić, że nic się nikomu nie stanie – wyjaśniła sensei drużyny. Izumi spojrzała z wyższością na kunoichi. 
– Nie obchodzi mnie, co się z wami stanie. Ja mam być bezpieczna, a dokumenty całe. W drogę. – Kiwnęła głową na Oramu, który poprawił kanciaste okulary zsuwające się z nosa i podreptał za szefową. 
Hinata była zestresowana. Jeszcze nigdy nie poznała tak bezczelnej kobiety. Gdy ktoś się odezwał, od razu obdarowywała tę osobę miażdżącym wzrokiem, tak więc szli w całkowitej ciszy. W czasie postoju musieli wykonywać jedynie rozkazy i Kiba wiele razy chciał już zripostować teksty Izumi, ale przyjaciele go powstrzymywali. Yūhi prosiła, aby byli dla niej mili. Nie chciała żadnych skarg składanych do Hokage lub Lorda Feudalnego, a Kohaku ją przed tym ostrzegał. Przed wieczorem, gdy już rozpalili ognisko i zasiedli do kolacji, Oramu odezwał się chyba po raz pierwszy, odkąd przybyli. 
– Proszę pani, napisała pani już raport z przebiegu dzisiejszego dnia, który ma pani dostarczyć po zakończeniu misji do Lorda Feudalnego? Jeśli nie, jestem w stanie zrobić to za panią – powiedział, pełen pokory. Wszyscy byli zaskoczeni, że jest tak oddany. 
– Nie trzeba, zaraz się tym zajmę. Zrobię to o wiele lepiej. 
Gdy kobieta zniknęła już w namiocie, Oramu odezwał się: 
– Proszę was, wybaczcie mojej pani. Ma taki, a nie inny charakter, ale w głębi duszy to dobra osoba, lecz niezwykle skrzywdzona przez los. Dajcie jej szansę. – Chłopak skłonił się. Kurenai podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu. 
– Dlaczego jej służysz? Czemu ją chronisz? – zapytała cicho, niemal szeptem. 
Mężczyzna westchnął, przeczesał blond włosy i poprawił okulary. 
– To długa historia. Zaczęło się od tego, że miałem kiedyś brata, rok starszego ode mnie. Byliśmy jeszcze dziećmi. Pewnego razu napadnięto na wioskę, w której mieszkaliśmy. Nasi rodzice zginęli, a Takumę porwano. Ukryłem się w lesie, nie mogłem dłużej zostać w zniszczonej wiosce. Zostały zgliszcza. Po kilku dniach, gdy już myślałem, że umieram, padnięty z głodu, wyczerpany walką o przeżycie, dotarłem do nieznajomej wioski. Tam właśnie mnie znaleźli i zaopiekowali się mną. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że mieszka tam mój brat. To Izumi się nim zaopiekowała. Uciekł porywaczom, okazał się być cały i zdrowy. Niestety, po czterech latach ciężko zachorował, a potem zmarł. Oboje bardzo to przeżyliśmy, gdyż Takuma stał się dla mojej pani jak syn. Dlatego właśnie chciałbym ją chronić i pomagać jak tylko mogę. Za to, że zaopiekowała się moim jedynym bratem. 
Po monologu Oramu nastała cisza. Każdy przetrawiał w myślach to, co usłyszał. Hinata zastanawiała się, jakim cudem osoba, która opiekowała się małym chłopcem, mogła stać się taka zimna i oschła. Z drugiej strony przypomniała sobie Hiashiego. Wiedziała, że ją kochał, tak jak każdy ojciec kocha swoje dziecko. Lecz w jakim stopniu? Hiashi był dla niej zagadką. Neji podzielał jej zdanie, ale raczej nie brał tego na poważnie. 
Właśnie, Neji. Ciekawe, co się z nim dzieje? Oby nie wyruszył na żadną długą misję, chciałabym się z nim zobaczyć, kiedy wrócę. 
Spojrzała raz jeszcze na Oramu. W pewien sposób rozumiała jego oddanie. Ona także miała osobę, której wiele zawdzięczała i dla której byłaby w stanie się poświęcić. 

~*~

Szli przez wąwóz już od jakiegoś czasu. Hinata zachwycała się widokiem pięknych skał, które uległy wietrzeniu obrośniętych mchem oraz drzew o różnorodnych kolorach liści. To miejsce wydawało jej się magiczne, co dopełniały śpiew ptaków i radosne promienie popołudniowego słońca. 
Podróżni zrezygnowali z jednego z porannych postojów, aby szybciej dotrzeć do granicy. Wszyscy byli wymęczeni, jednak Hyūga chyba najbardziej. Pełniła wartę z samego rana. Gdy patrolowała okolicę, Izumi zarządziła śniadanie. Po powrocie nie zostało prawie nic. Ich zapasy się skończyły, a siostra Kohaku zagarnęła dla siebie porcję Hinaty, z racji, że jej nie było. Jak powiedziała, nie powinno się nic zmarnować. Dostali także zakaz spożycia ostatniego posiłku, który zostawili na wieczór. Kiba, gdy tylko to usłyszał, schował jak najszybciej do kieszeni kilka krakersów (nic więcej nie zostało), które później podarował przyjaciółce. Mimo to była strasznie głodna i brakowało jej energii, gdyż dzień wcześniej również prawie nic nie jadła. Dodatkowo straszny gorąc przyprawiał ją o mdłości. Szła jednak dzielnie, co jakiś czas sprawdzając okolicę Byakuganem, co także wyczerpywało jej siły. Kiba i Akamaru również używali swoich nosów, a Shino owadów, jednak najdalej sięgało Kekkei Genkai klanu Hyūga. 
W pewnym momencie Hinacie zakręciło się w głowie. Przed oczami miała rozmyty obraz, a chwilę później nie widziała nic oprócz ciemności. Poczuła jedynie, jak coś ostrego rozcina jej skórę rąk, a zaraz po tym doszedł do niej zapach świeżej krwi. W ostatniej chwili uchroniła się przed uderzeniem głową w podłoże, unosząc ją lekko w górę i podtrzymując się na zakrwawionych rękach. Usłyszała krzyk, po czym poczuła, jak ktoś podnosi ją, po czym kładzie na swoich kolanach, trzymając w ramionach. Po chwili zamazany dźwięk stał się wyraźniejszy, ale dziewczyna nadal nic nie widziała. 
– Hinata! Nic ci nie jest? – zapytał przerażony Inuzuka. 
– Słabo mi… – wydyszała. 
– Kiba, co się z nią dzieje? – zapytała Kurenai, która podeszła szybkim krokiem do dwójki ninja. Na jej twarz wstąpił wyraz zmartwienia. 
– Zasłabła. Od dłuższego czasu nic nie jadła, w nocy znów nie spała, tylko trenowała, a dzisiaj jest wyjątkowo upalnie. Poza tym… 
– Co tu się dzieje? Czemu się zatrzymaliście?! – Rozwścieczona Izumi podeszła do mieszkańców Wioski Liścia. – Czemu ta dziewucha leży? Niech wstaje albo ją tu zostawimy. 
– Zasłabła z wycieńczenia, a pigułki żywnościowe się skończyły. Nie mamy żadnych lekarstw – oznajmił Shino. 
– Mało mnie to obchodzi. Zostawmy ją, mamy misję do wykonania. Będzie osłabiać drużynę – stwierdziła, po czym odwróciła się i ruszyła przed siebie. Po chwili przekręciła głowę i rzuciła: – Chyba nie chcecie, abym doniosła Hokage o karygodnym zachowaniu ninja z Liścia i niewypełnieniu misji? 
Wredny uśmieszek kobiety i jej arogancka natura były strasznie denerwujące. Kiba poruszył się nerwowo, zaciskając zęby. 
– Zostanę tu z Hinatą, wy idźcie dalej. Dogonimy was – powiedział, patrząc na przyjaciółkę, która właśnie traciła przytomność. Była blada i cała oblana potem. Inuzuka wystraszył się nie na żarty.  
– Nie możecie zmniejszać naszej ochrony aż o dwie osoby! – krzyknęła Izumi, która widocznie nasłuchiwała, jaka będzie ich decyzja. Zatrzymała się, pozostając plecami do towarzyszy i zaciskając pięści. 
– W takim razie nie mam wyboru – westchnął Kiba. Podniósł się i wziął Hinatę na ręce. – W drogę – rzucił oschle, nawet nie patrząc na Izumi. Kobieta uniosła głowę do góry i skierowała się w stronę granicy. 
– Jeśli będziecie nas spowalniać, masz ją zostawić – wycedziła przez zaciśnięte zęby. 
Oramu, który obserwował sytuację z daleka, skulił się lekko i podbiegł do swojej pani, próbując ją uspokoić. Kurenai za to oddaliła się nieco, by znaleźć coś do jedzenia. Po paru minutach przyszła z kilkoma owocami, które podarowała Hinacie. 
– Wytrzymajcie. Hokage nie życzyła sobie żadnych skarg. 

~*~

Hinata poczuła się lepiej. Za sprawą Kurenai dostała kromkę chleba i szklankę wody, aby choć trochę odzyskać siły. Izumi została przekonana tym, że im więcej sprawnych osób do ochrony, tym drużyna bezpieczniejsza. 
Obraz przed oczami rozmazywał się Hinacie co jakiś czas, ale dzielnie kroczyła naprzód, nie dając znać nikomu o tym, w jakim jest stanie. W końcu obiecała kiedyś ojcu, że nie będzie nikomu przeszkadzać. Chciała również pokazać, że jest dobrą kunoichi i zdolną, dzielną dziewczyną, która się nie poddaje. 
Westchnęła, wdychając zapach kwiatów. Po prawej rozciągała się ogromna łąka pełna różnokolorowych barw. Cudowne, mieniące się w słońcu motyle latały nad kielichami, tworząc niezapomniany, zapierający dech w piersiach widok. Po prawej stronie znajdowała się półka skalna, gdyż podążali ścieżką obok niewielkiej góry. Akamaru, który wbiegł centralnie na środek polany, zaczął ganiać owady, a następnie zerwał zębami kwiaty i podarował Kurenai oraz Hinacie. Yūhi pogłaskała zwierzaka, który polizał ją w policzek, zaś Hyūga przytuliła się do jego miękkiej sierści. Spojrzała na biały kwiat z delikatnymi płatkami i żółtym środkiem. 
– Jest piękny – wyszeptała. 
– Tak, to prawda. Akamaru ma dobry gust. – Znikąd pojawił się obok niej Kiba, który wyjął roślinę z dłoni przyjaciółki i delikatnie wplótł w jej długie, granatowe włosy. – Pasuje ci – powiedział, po czym uśmiechnął się do niej, na co się zarumieniła. 
– Dziękuję – odpowiedziała, odwzajemniając gest. 
– Jak się czujesz? – zapytał z troską w głosie. 
– Dobrze. Już jest okej – powiedziała, po czym się zachwiała. 
– Nie musisz udawać, widzę przecież, że do końca ci nie przeszło. Gdyby nie to, że Akamaru nosi większość naszego bagażu, chętnie posadziłbym cię na jego grzbiecie. 
– Nic nie szkodzi, poradzę sobie. W końcu już niedaleko. Do granicy jakieś dwie godziny drogi. – Kunoichi modliła się w duchu, by wytrzymać i pokazać reszcie, że jest silna. Nie chciała, aby znów musieli się nią opiekować. 
– Tak, ale potem musimy jeszcze wrócić do Konohy, a znając życie, znów nie prześpisz nocy, tylko będziesz trenowała. To nie jest mądre, wiesz? Musisz czasem odpoczywać, bo wyczerpiesz swój organizm – powiedział. 
– Nie martw się o mnie. Nie ma takiej potrzeby. 
Już chciał się odezwać, gdy usłyszał krzyk Oramu. W ostatniej chwili Kurenai rzuciła kunaiem, który odbił ten sam rodzaj broni wroga. W kolejnej sekundzie otoczyła ich czwórka zamaskowanych ninja. Na ich ochraniaczach widniał symbol Wioski Dźwięku. 
– Poplecznicy Orochimaru – wyszeptała Hinata. Od razu aktywowała swojego Byakugana i przyjęła pozycję obronną. 
– Szybko! Rozprawcie się z nimi! – krzyknęła Izumi, która, mimo rozkazującego tonu, miała przestraszoną minę. Razem z Oramu schowali się między członkami Drużyny Kurenai. Przeciwnicy zaatakowali od razu. Shino rozkazał swoim owadom otoczyć jednego z nich. Kiba i Akamaru zajęli się niskim mężczyzną, który posłał w ich stronę wybuchowe notki, Kurenai złapała w technikę iluzji przywódcę grupy. Hinata zamierzała walczyć ze zwinną dziewczyną, która miała na ciele mnóstwo tatuaży. 
Przeciwniczka zaatakowała pierwsza. Początkowo Hinacie udawało się unikać ciosów i wymierzać swoje w miarę celnie, ale po jakimś czasie znów zakręciło jej się w głowie. Kunoichi z Wioski Dźwięku wykorzystała tę okazję – trafiła dość mocno w Hyūgę, która odleciała na kilka metrów i walnęła plecami w drzewo. Szybko się otrząsnęła, powróciła do walki. Zastosowała Technikę Sześćdziesięciu Czterech Dłoni Ośmiu Trygramów, atakując wewnętrzny system czakry napastniczki, jednocześnie hamując przepływ energii. 
W tym momencie ponownie zakręciło jej się w głowie.
Cholera, dlaczego właśnie teraz? 
Cieszyła się, że przeciwniczka nie może już użyć na niej żadnej techniki, gdyż jej czakra została zablokowana. Nie spodziewała się jednak tak szybkiej oceny sytuacji ze strony wroga. Dziewczyna zauważyła moment, gdy Hinata zatoczyła się lekko i, mimo tego, że nie mogła używać czakry, wyciągnęła sztylet. Wbiła go prosto w brzuch Hyūgi. 
Hinata wypluła krew, jednocześnie otwierając szerzej oczy ze zdziwienia i strachu. Przyłożyła dłonie do rany, która, zaraz po wyjęciu ostrza, zaczęła niesamowicie ją piec. W kącikach oczu pojawiły jej się łzy, za co zganiła w myślach samą siebie. 
Shinobi nie powinien tak łatwo okazywać uczuć. 
Powstrzymała się od płaczu z bólu, który zaczął przesłaniać jej widok na świat. Po raz kolejny traciła przytomność. Nie myślała o niczym innym, tylko rozdzierającym uczuciu zbliżającej się śmierci. 

~*~

Kiba podszedł bliżej swojego przeciwnika. Nachylił się nad nim, aby sprawdzić, czy rzeczywiście jest nieprzytomny. Mężczyzna był mocno poturbowany i okaleczony, choć Inuzuka także poniósł rany w walce. Nagle usłyszał głośne szczekanie swojego psa. Odwrócił się. Zauważył, jak Akamaru skoczył na napastniczkę, która przewróciła się, co zapobiegło wbiciu ostrza w nieprzytomną Hinatę. Inuzuka podbiegł szybko do dziewczyny, niestety, było za późno. Została już poważnie zraniona, więc jego pies powstrzymał wrogą kunoichi jedynie przed drugim ciosem. Rozejrzał się. Spostrzegł, że Shino wysłał swoje owady, które zajęły się napastnikiem. Każdy pokonał swojego rywala, zaś Izumi z Oramu wciąż kucali wystraszeni za jakimś głazem, skąd wystawały tylko ich głowy. Kiba zwrócił wzrok na głęboką ranę na ciele bladej, nieprzytomnej Hinaty, z której wypływała krew, brudząc ubranie i ściekając na ziemię obok. Miała dziwny kolor – w słońcu lekko się srebrzyła. Inuzuka nachylił się i zaczął wąchać przyjaciółkę. Tak jak się spodziewał, ostrze zostało wcześniej zatrute, a teraz trucizna mieszała się z krwią Hyūgi. W jak wielkim była niebezpieczeństwie? Jak długo jeszcze będzie żyła, skoro momentalnie straciła przytomność? 
– Mistrzyni Kurenai! Hinata została poważnie zraniona! – krzyknął. Kunoichi, która wyszła właśnie z lasu, zapewne zaprzestając gonić wrogów, którzy zdołali uciec, podbiegła szybko do dwójki ninja i klęknęła obok nich. 
– Zatruty sztylet? No tak, Hinata musiała zablokować wewnętrzny przepływ czakry dziewczyny, więc tamta nie miała wyboru – powiedziała, spoglądając na pokonaną. – Szybko, musimy opatrzyć Hinatę. 
Kobieta wzięła z plecaka bandaże i inne potrzebne przedmioty, po czym nałożyła opatrunek. 
– Nie wiem, jak długo wytrzyma – westchnęła. – Powinniśmy przerwać misję. I tak prawie dobiegła końca, myślę, że Izumi i Oramu sobie poradzą. 
– Chyba żartujecie! – krzyknęła Izumi, wychodząc zza skały i ciągnąc za sobą swojego towarzysza. – Po tej napaści mamy ruszyć w dalszą drogę sami? A jeśli gdzieś tu kręcą się inni, dużo gorsi? A jak tamci wrócą? Musicie nas ochraniać! Zresztą, ta mała wciąż przeszkadza. – Kobieta cała się trzęsła ze złości, a może i nawet jeszcze ze strachu. Spojrzała z niechęcią na nieprzytomną. 
– Kpisz sobie, głupia babo?! – Kiba nie panował już nad sobą. – Przecież Hinata może umrzeć! Jeśli szybko się nią nie zajmiemy, nie wiadomo, co się z nią stanie. Trucizna rozprzestrzenia się w jej ciele. Wiem, że te dokumenty są ważne, ale, do cholery, życie bliskiej mi osoby jest ważniejsze! Jako ninja musimy mieć na uwadze dobro towarzyszy. Shinobi, który nie wykonuje misji, jest śmieciem, ale osoba, która porzuca przyjaciół, jest dużo gorsza od śmiecia! Jeśli myślisz, że ją zostawię dla pieprzonej reputacji mojej wioski, to się mylisz. Będzie nawet bardziej zszargana, jeżeli stracimy tak silną kunoichi jak Hinata, niż jeśli nie dokończymy misji prowadzonej przez złośliwą jędzę! 
Chłopak podniósł ostrożnie dziewczynę, a następnie położył na grzbiecie Akamaru. Sam siadł tuż za nią, trzymając ją, aby nie spadła, po czym odwrócił głowę i krzyknął: 
– Mistrzyni, proszę dokończyć misję wraz z Shino. Ja zabiorę ją do Konohy. Potrzebuje szybko pomocy medyków, boję się o nią. Spotkajmy się w Wiosce Liścia. 
– Masz rację, pędź najszybciej jak potrafisz – powiedziała Kurenai.
Rzucił ostatnie pogardliwe spojrzenie Izumi, która, widząc je, spuściła głowę, a następnie ruszył czym prędzej do Wioski Liścia. Miał mało czasu, z każdą chwilą uciekającego niczym piasek przez palce. 
Kobieta po kilku chwilach podniosła wzrok, widząc oddalające się sylwetki. Słowa Kiby dały jej wiele do myślenia, a przed oczami stanął obraz Takumy. 
Oramu położył jej dłoń na ramieniu. Nie strąciła jej. 

~*~

Neji jak zwykle, gdy miał wolną chwilę, ćwiczył. Zastanawiał się, dlaczego Tsunade nie wysłała go ostatnio na żadną misję. Nie miał nawet z kim trenować: Tenten i Lee wyruszyli rano z Chōjim, aby dostarczyć list do Wioski Mgły, Kiba, Hinata i Shino poszli do Kraju Rzek, Sakura, Naruto i jakiś nowy chłopak byli aktualnie na Moście Nieba i Ziemi, Ino wracała z Kraju Fal, a Shikamaru od kilku dni pomagał Piątej w sprawie sojuszu z Wioską Piasku, dlatego właśnie można go było często spotkać z Temari. Hyūga strasznie się nudził, nie mógł się doczekać, kiedy wróci Drużyna Kurenai i będzie mógł posłuchać opowieści swojej kuzynki, a także podzielić się z nią swoimi przemyśleniami. 
Duże, pomarańczowe słońce schylało się już powoli ku widnokręgowi na niezwykle malowniczym niebie, gdy usłyszał, jak ktoś go woła. Chłopak znał ten głos bardzo dobrze. Jego właściciel był strasznie denerwujący i irytujący. 
Co on do cholery tutaj robi? Czyżby uwinęli się z misją szybciej, niż przewidywali?
– Neji! Neji! Hyūga, palancie, gdzie jesteś?! Jak zwykle, gdy jesteś potrzebny, to cię nie ma! 
– Kiba. Gdy tylko tu podejdziesz, przywalę ci – wyszeptał pod nosem, przymykając oczy. 
– Wreszcie cię znalazłem – odparł zdyszany Kiba, podbiegając do kolegi.
– Inuzuka, przeszkadzasz mi w treningu – odparł z lekkim rozdrażnieniem, nie patrząc na niego.
– Hinata jest w szpitalu – powiedział poważnym tonem w momencie, gdy jego poprzednik kończył zdanie. Oddychał głęboko po długim biegu, a w jego oczach dało się zauważyć smutek. – Stwierdziłem, że powinieneś wiedzieć jak najszybciej. 
Hyūga popatrzył na niego przenikliwie, a jednocześnie z lekkim przerażeniem. Cała złość momentalnie z niego wyparowała. 
– Prowadź – odparł krótko. 

~*~

– Zajmuje się nią sama Tsunade, jest w opłakanym stanie. Gdybym nie przerwał misji, aby ją tu przynieść, umarłaby. Na razie dostała środki hamujące rozwój trucizny, dzięki czemu jeszcze żyje, jednak jeśli Piąta nie stworzy szybko jakiegoś antidotum… – Kiba spuścił głowę, patrząc na swoje dłonie. Zapadła martwa cisza. On i Neji siedzieli właśnie na korytarzu w szpitalu, czekając na jakieś wieści. Zakazano komukolwiek wchodzić na salę, na której leżała Hinata. Zaraz po tym, jak Inuzuka przyniósł dziewczynę, medycy ocenili jej stan, po czym natychmiast wezwali Hokage. 
– Cholera, niech ktoś wreszcie powie, co się z nią teraz dzieje! – krzyknął Neji, przerywając nieznośne milczenie. Chłopak wstał. Zaczął krążyć po pomieszczeniu w tę i z powrotem, zaciskając mocno pięści. 
– Na razie nie możemy nic zrobić. Uspokój się, przecież… – zaczął Kiba. 
– Żartujesz sobie?! Przecież. Nie. Wiadomo. Czy. Ona. Przeżyje – wycedził przez zaciśnięte zęby kuzyn Hinaty. 
Inuzuka uniósł brwi. Neji uchodził za spokojnego i opanowanego, ba, przecież nawet został Jōninem! Wysoko postawiony ninja powinien perfekcyjnie panować nad emocjami. Kiba jeszcze nigdy nie widział Hyūgi w takim stanie. Trząsł się ze złości i nie mógł usiedzieć w miejscu. W drodze do szpitala Inuzuka opowiedział mu o wszystkich wydarzeniach. Nawet Akamaru, wyczerpany długą trasą, którą szybko przebyli, musiał zostać, aby zregenerować siły. Po chwili Jōnin podszedł do ściany i walnął w nią pięścią. Pozostawił dziurę, z której posypał się na podłogę tynk, a z rąk zaczęła sączyć mu się krew. Dobrze, że nie koncentrował czakry – zniszczenia byłyby większe.
– Cholera – mruknął. Przymknął oczy i odetchnął głęboko. 
W tym momencie drzwi od sali obok otworzyły się, wyszła Shizune. Ona również pracowała razem z Piątą nad stworzeniem odtrutki.
– Czy z Hinatą wszystko… – chciał zapytać Kiba, lecz Neji mu przerwał, zapominając o dobrych manierach, nawet nie witając się z dziewczyną. 
– Przeżyje? – Podszedł bliżej i obdarzył dziewczynę wyczekującym spojrzeniem. 
– Cóż, ciężko cokolwiek stwierdzić. Jej stan jest nadal fatalny, ale pani Tsunade robi, co może. Medycy badają skład trucizny i wertują wszystkie dostępne egzemplarze książek. Ta kobieta chyba oszalała, powołując prawie wszystkich lekarzy Konohy… – Ostatnie zdanie skierowała raczej do samej siebie. Przeczesała swoje krótkie, ciemne włosy. 
– Czy mogę do niej wejść? – zapytał Hyūga z nadzieją i zaniepokojeniem w głosie. 
– Przykro mi, ale nie możemy nikogo wpuszczać. 
– Nie obchodzi mnie to! – krzyknął zdenerwowany. Kiba położył dłoń na jego ramieniu, ale ten ją strącił. 
– Neji! Uspokój się. – Ciszę przerwał poważny męski głos. 

~*~

8 komentarzy:

  1. hejooo masz zajebistego bloga też się zastanawiam nad założeniem bloga o tematyce NejiHina. Ale mam dwa blogi Pierwszy o parze Gaahina tu masz login http://gaahina.blogujacy.pl/ a tu mój drugi o parze Sasuhina w szkole http://sasuhina.blogujacy.pl/ dopiero będzie pierwszy rozdział i gdybyś znalazła chociaż troszkę czasu proszę napisz mi czy mam dalej je prowadzić i w ogóle czy mi się opłaca proszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... zachęcające, postaram się wpaść :)

      Usuń
  2. Pisze dopiero teraz co myślę o twoim blogu ponieważ dopiero przeczytałam rozdział . Moim zdaniem rozdział jest zajebisty i naprawdę bardzo fajnie piszesz .... tak masz racje ta para jest mało znana ale bardzo ciekawa tak jak sasuhina czy gaahina :) Tak więc pisz dalej ja będę komentować każdy rozdział ponieważ strasznie podoba mi się twój blog.Mam nadzieje że moje tez odwiedzisz chociaż przeczytasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, postaram się :) w sumie SasuHina dwa czytałam, GaaHina też, to znaczy miniaturkę, a z NejiHina ciężko mi cokolwiek znaleźć, a szkoda, bo ubóstwiam tę parę ;p

      Usuń
  3. NejiHina! Cudo! Świetnie piszesz! Pokłony biję Ci właścicielka czterech blogów, które wszystkie razem wzięte nie dorastają Twojemu do pięt!
    Dodaję do ulubionych i czekam z niecierpliwością na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję, bardzo miło mi to czytać :) Obiecuję kolejną część (w połowie napisaną) w miarę szybko :)

      Usuń
  4. I proszę, Izumi już w drugiej swojej wypowiedzi nieźle mnie zirytowała i naprawdę zastanawiam się, jak tak wybuchowy charakter, jaki niewątpliwie posiada Kiba, nie zareagował na jej bezczelności. Boże, ona jest naprawdę okropna. Dla zachowania takich ludzi nie ma zrozumienia, nieważne co ukształtowałoby jej naturę. Po poważnym zranieniu Hinaty i jej słowach, wybuch był tylko kwestią czasu. I może wreszcie coś zrozumie, ostry osąd należał się jej w stu procentach. No nie, cliffhangery są złe, kończenie w takim momencie także. Relacje kuzynostwa są zastanawiające, tak nagła reakcja Nejiego. No nic, obejdzie się teraz bez domysłów, okaże się w następnym rozdziale co dalej z Hinatą i kto jest właścicielem poważnego męskiego głosu. A ja dalej tkwię w przekonaniu, że to najlepsze opowiadanie NejiHina w blogosferze, no i cóż, uwielbiam Cię, dziewczyno. Oby czwóreczka pojawiła się jak najszybciej.
    Pozdrowienia!
    PS. W tekście wpadły dwie literówki, czepialska ja, i to jedyny mankamencik, żeby już nie było tyle słodzenia, no:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiba znosił wszystko dzielnie, bo nie chciał kłótni w zespole, ale do czasu :) Nie wytrzymywał i wyszło jak wyszło, chociaż... to raczej lepiej. Hmm... muszę widocznie przejrzeć tekst raz jeszcze i wyłapać te błędy, cóż, nikt nie jest doskonały :D A czwóreczka się pisze, może dzisiaj coś nastukam, jak starczy mi czasu, choć połowa rozdziału jest w wersji roboczej.
      Ach, Neji i jego reakcja... Zwykle zamknięty w sobie, jednak wybuchowy i czepialski. Jego zachowanie zostanie może trochę rozjaśnione w późniejszych retrospekcjach :)
      Matko, tak się cieszę, że komuś się podoba to, co piszę! Ogromnie mnie zmotywowałaś, jesteś moją dawką energii na napisanie dalszej części!

      Usuń

Niah | Akinese | Credits: X, X