12/28/2014

IV. Rozmowy

„Cierpienie jest na pewno rodzajem sensu. 
Bezsens przecież nie boli. Bezsens jest obojętnością”.
– Anna Kamieńska


Na korytarzu pojawił się właśnie Hiashi w towarzystwie Kakashiego Hatake. Kakashi uchodził za jednego z najlepszych ninja w wiosce i był opiekunem dawnej drużyny siódmej, obecnie drużyny Kakashiego, w której skład wchodzili Naruto, Sakura i niegdyś Sasuke. 
– Wuju… – szepnął uspokojony już Neji. 
– Pan Hyūga! – Zaskoczona Shizune podeszła szybko do dwójki dorosłych. – Nareszcie pan jest! Proszę za mną – odparła i ruszyła w stronę małego gabinetu znajdującego się za drzwiami w połowie korytarza. Nejiemu wydawało się, że celowo ani razu nie spojrzała na Kakashiego. Ten zaś podszedł do chłopców. 
– Kiba, Neji. Możecie mi opowiedzieć o tym, co dokładnie się stało? – zapytał spokojnym głosem. 
Inuzuka, z racji tego, że był z Hinatą na misji, zaczął wyjaśniać wszystko po kolei. Ledwo hamował swoje emocje, gestykulował, raz o mało nie uderzając Nejiego. Ten zaś zapanował nad sobą, wydawał się obojętny. Nawet Kiba był zdziwiony, gdyż wcześniej jego przyjaciel wybuchał złością, a teraz stał się milczący. 
– Wtedy właśnie pobiegłem po Nejiego i razem przybyliśmy do szpitala – zakończył swoją opowieść chłopak. 
Zapadła chwilowa cisza. Przerwał ją Kakashi. 
– Proszę was, abyście nikomu nie mówili, co zaszło. Nawet przyjaciołom i rodzinie. Tego samego będą zamuszeni przestrzegać Shino i Kurenai, gdy wrócą. 
– Dlaczego? – Neji nie krył zdumienia. 
– Ech… – westchnął. – Na razie nie mogę wam powiedzieć nic szczegółowego, bo nie potwierdziłem moich przypuszczeń. Jeśli się czegoś dowiem, powiadomię was, ale na chwilę obecną nikomu ani słowa. Musicie wmawiać wszystkim, że Hinata po prostu została ranna w trakcie misji. Nic o tym, jak do tego doszło, i o truciźnie. Oddział medyczny ma dopilnować, aby nikt nie mógł jej odwiedzać do końca trwania śledztwa. 
– Śledztwa? O co tu chodzi, Kakashi? – Neji patrzył na starszego mężczyznę podejrzliwym wzrokiem, lecz jego głos był spokojny. 
– Przypuszczam… że ta trucizna nie pochodziła od Orochimaru. Wywołała podobne skutki jak u dwójki strażników z Wioski Piasku podczas porwania Gaary. Obaj nie żyją – powiedział ze zrezygnowaniem. 
– Chcemy brać czynny udział w tej misji! – krzyknął Kiba. 
– Ciiii! To nie jest zwykła misja, na którą mogą wybrać się młodzi ninja. Potrzeba tu starszych i doświadczonych ludzi. Przykro mi. 
– Kakashi, jestem Jōninem i należę do rodziny Hyūga. Myślę, że powinienem pomóc jak tylko potrafię. Hinata jest moją kuzynką, więc uważam, że mogę się przydać. Posiadam sporo informacji zarówno na jej temat, jak i technik, jakich używa. W razie czego będziecie mieli stały dostęp do informacji. 
– Hmmm… Masz rację. Twoja pomoc może okazać się przydatna – potwierdził po chwili Kakahsi, przystawiając palec wskazujący do brody, jakby intensywnie nad czymś się zastanawiał. 
– Chwileczkę! A ja to co? Byłem podczas tej misji, wszystko widziałem. Znam wroga i część jego technik! – oburzył się Inuzuka. 
– Ech… Niech wam będzie. Ale pod warunkiem, że będziecie siedzieć cicho. Nikomu ani słowa. Nie róbcie nic głupiego i nieodpowiedzialnego, wykonujecie tylko moje rozkazy. 
– Tak jest! – zgodzili się obaj w momencie, gdy otworzyły się drzwi gabinetu i wyszła z nich dwójka ninja, którzy milczeli. Podeszli do reszty, po czym Hiashi machnął ręką Nejiemu. Obaj odeszli w stronę wyjścia, nie odzywając się do siebie ani słowem. Ciszę wśród pozostałych przerwał użytkownik Sharingana. 
– Shizune… Nie wpuszczaj do Hinaty na razie żadnej osoby, a gdy jej stan się ustabilizuje – nikogo spoza rodziny. Wyjątkiem jestem ja i ci, którzy dostaną ode mnie pozwolenie… 
Przerwało mu chrząkniecie. Spojrzał na młodego Chūnina, stojącego z założonymi rękami, wpatrując się w niego gniewnie. 
– No tak, zapomniałbym. Kiba, Shino oraz Kurenai również mogą wejść do sali. Jej stan ma być ścisłą tajemnicą. Mów wszystkim, że jest ranna po misji i czuje się już lepiej, lecz musi odpoczywać. Zawiadom także chłopców, gdy będą mogli ją odwiedzić. Niech nie siedzą tu bezczynnie. 
– Jasne – odparła krótko. Obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę gabinetu. 
– Shizune! – zawołał jeszcze mężczyzna. Po tym, jak odwróciła głowę, odparł: 
– Opiekuj się nią. Kiedy Hiashi się dowiedział, chciał, abyś to właśnie ty czuwała nad Hinatą. Tsunade nie może cały czas przy niej być, bo przecież wypełnia obowiązki Hokage, a Hiashi wymagał najlepszego medyka w wiosce. 
Shizune zarumieniła się, aczkolwiek na jej twarzy wymalowane było zdziwienie. Po chwili jednak jakby ocknęła się z transu, na moment wstąpiła w nią złość. Odwróciła się i weszła pospiesznym krokiem do swojego gabinetu. 
– Co jej jest? Wyglądała na obrażoną – stwierdził Kiba. 
Kakashi jedynie westchnął i pomyślał: kobiety… 

~*~

Neji i Hiashi szli spokojnie szpitalnym korytarzem. Żaden z nich się nie odzywał, lecz młodszy czuł, że to jego wuj powinien zacząć tę rozmowę. Był podenerwowany i zdawał sobie sprawę, że to, co teraz omówią, nie będzie dla niego łatwe. 
Wyszli z budynku, kierując się do pobliskiego parku. Przemierzali malownicze alejki, wdychali woń pachnących kwiatów i słuchali świergotu ptaków, szybujących ostatni raz tego dnia nad ich głowami. Fauna wokół wydawał się beztroska oraz zadziwiająco szczęśliwa, a śmiech dzieci, bawiących się na placu zabaw, i piękne, zachodzące słońce, potwierdzały tę teorię. Była to atmosfera zupełnie odwrotna do tej, która panowała między Hiashim a Nejim. W końcu starszy mężczyzna zatrzymał się i usiadł na pobliskiej ławeczce, a syn jego zmarłego brata uczynił to samo. Przyglądali się w milczeniu, jak troskliwe mamy podchodzą do swoich dzieci huśtających się, zjeżdżających na zjeżdżalni lub po prostu biegających wokół, przytulają je, chwytają za ręce i prowadzą do domu. Zrobiło się ciemno, a w parku zapanowała cisza. Już nie było słychać śmiechów, pisków czy odgłosów zabaw małych pociech swoich rodziców, a jedynie smutną grę świerszczy, jakby wiedziały o dzisiejszym zdarzeniu. Siedzieli dość długo, ale młody ninja był cierpliwy. Wciąż czekał, aż Hiahsi odezwie się pierwszy. 
– Miałeś ją chronić – rzekł w końcu poważnym głosem starszy z nich. Chłopak spojrzał na niego, a w jego oczach zauważył obojętność. 
– Wuju, ona była na innej misji, nie mógłbym… 
– To nie jest istotne. Jeśli nie umrze teraz, to już wkrótce. Już nie musisz się nią opiekować. Nadal jest słaba. Zbyt słaba. Nadchodzą ciężkie czasy, gdzie wielu ninja zginie. Jeśli nie jest się wystarczająco silnym, nie ma szans na przeżycie. Neji, ty dasz radę, jesteś geniuszem naszego klanu, nie ukrywajmy tego. Bardzo żałuję, że nie urodziłeś się moim synem. Hinata strasznie mnie zawiodła, dając się zranić ostrzem w tak banalny sposób. Myślałem, że jej treningi przyniosły większe efekty – przerwał na chwilę, po czym spuścił nieco wzrok. – A jednak nie jest godna bycia głową klanu Hyūga. 
W świetle pobliskiej latarni dało się ujrzeć zmęczenie na szlachetnej twarzy. Mężczyzna był już po czterdziestce, jednak z jego postawy dało się wyraźnie wyczytać mądrość i doświadczenie życiowe. Lekkie zmarszczki, szczególnie widoczne w okolicach oczu, oraz cienka blizna tuż przy uchu dodawały mu powagi. 
– Wuju, to nie tak! Ona naprawdę stała się silniejsza, ale przeciwniczka zauważyła moment, gdy zrobiło jej się słabo…
– Dała to po sobie poznać! – przerwał mu Hiashi ze zdenerwowaniem. Młodzieniec dawno nie widział go wytrąconego z równowagi. Ta momentalna zmiana nieco go przeraziła. – Poza tym, co to za ninja, który jest słaby i nie umie poradzić sobie z warunkami misji?! 
Neji się nie odezwał. Wiedział, że Hinata nie należy do elity, ale był także pewny, że da sobie radę i nigdy się nie podda. Sam ją trenował, poznał jej możliwości i zacięty charakter. 
– Czemu mówisz tak o własnej córce, wuju? – zapytał cichym głosem młody Jōnin, próbując opanować drżenie. On nie mógł doświadczyć miłości rodziców, ponieważ ich nie miał, za to Hinata, kiedy jej matka umarła, nie zaznała tak ważnego uczucia od własnego ojca, który powinien ją wspierać. Dlatego właśnie Neji stał się wsparciem dla swojej kuzynki, nawet jeśli nie zawsze była tego świadoma. Owszem, na początku robił to z obowiązku, później z własnej, nieprzymuszonej woli. 
Oczy Hiashiego błysnęły złością. W jednym momencie uderzył swojego bratanka w twarz. Chłopak przestraszył się lekko, gdyż wuj nigdy się tak nie zachowywał. Złapał się za bolący policzek, a z kącika ust popłynęła mu stróżka krwi. 
– A czy jest ona godna, aby nazywać się moją córką? – Jego głos był bezbarwny, pozbawiony wszelkich uczuć. – Zauważyłem, jak się ostatnio zżyliście, jednak nie podoba mi się to. Miałeś jedynie nie pozwolić, aby stała jej się krzywda, a nie się przywiązywać. Ona cię ogranicza, Neji.
– To dlatego każesz mi przestać ją chronić? Żebym mógł więcej osiągnąć? – wypowiedział przez zaciśnięte zęby. 
– Poświęć czas, który z nią spędzasz, na treningi. Na pewno osiągniesz dużo więcej. Liczę na ciebie, chcę, abyś był coraz silniejszy i reprezentował nasz klan. To Hanabi zostanie w przyszłości głową rodziny, nie Hinata. Ale na razie jest ona za młoda. Kto wie, może to właśnie ty przejmiesz te obowiązki.  
– Tak jest – odparł cicho. 
Wolał przemilczeć tę wypowiedź. Nie mógł zrozumieć Hiashiego, przecież tu chodziło o jego starszą córkę! Mimo wszystko powinien dbać o swoje dziecko i je kochać. Młody Jōnin zaczął szukać powodu, dla którego wuj zachował się tak, a nie inaczej, jednak nic mu nie przychodziło do głowy. Hiashi postępował zupełnie odwrotnie, niż zwykle. Zawsze dbał o tradycję, zgodnie z którą gałęzie rodu chronią trzon, a teraz? Co nim kierowało, że podjął taką decyzję? 
Starszy Hyūga wstał i odszedł, pozostawiając Nejiego samego z mętlikiem w głowie. Jego odwiecznym zadaniem było chronić Hinatę, a teraz nagle dostał rozkaz, aby się nią nie opiekować. To wszystko wydawało mu się jakieś dziwne. Rozejrzał się wokół. Nikogo już nie było, Hiashi także zniknął w oddali. Panowała ciemność, jedynie latarnie rzucały słabe światło na okolicę. Chłopak wstał i ruszył w stronę szpitala. Podszedł pod gabinet Shizune, chcąc zapytać ją o stan kuzynki. Miał nadzieję, że pojawiły się już jakieś nowe informacje. Nie zdążył nawet zapukać, a usłyszał odgłosy kłótni. 
– Żartujesz sobie? Jesteś strasznie niepoważny, Kakashi! – usłyszał histeryczny głos Shizune. 
– Poradzisz sobie, przecież wiesz, że jesteś silna. Skoro wytrzymałaś tyle czasu z naszą Hokage, teraz też się uda. Tylko dlaczego nie widzisz żadnego wyjścia? – zapytał. 
– Pani Tsunade by mnie zabiła! Dobrze wiesz, jak się dla niej poświęcam, a straciłaby moją pomoc i zaufanie!
Na chwilę zapanowała cisza. Neji miał świadomość, że źle robi, jednak jeśli ta dwójka kłóciła się o coś związanego z Hinatą, wolał o tym wiedzieć. Widocznie byli oni tak pochłonięci rozmową, że żadne z nich nie wyczuło obecności Hyūgi. 
– Wyjdź już. Muszę to przemyśleć. – Stanowczy głos kobiety pełen był bólu, ale także rozczarowania. Młody Jōnin szybko cofnął się jak najdalej do tyłu, a gdy Hatake otworzył drzwi i zauważył go idącego w jego stronę, uśmiechnął się słabo. Na twarzy Kakashiego wymalowało się lekkie zakłopotanie, a jego dłoń powędrowała na tył głowy. 
– Cześć, Neji. Przyszedłeś dowiedzieć się, co z Hinatą? Shizune jest u siebie. Poprosiłem, aby regularnie przekazywała ci informacje o jej stanie. 
– Dziękuję. 
Minęli się bez słowa, każdy pogrążony we własnych myślach. Chłopak zapukał w drewniane drzwi. Gdy się otworzyły, stanęła w nich młoda kunoichi, a następnie wpuściła chłopaka do środka. Hyūga zauważył, że ma nieco zmartwiony i zmęczony wyraz twarzy, choć starała się to ukryć. 
– Chciałem zapytać o moją kuzynkę. 
– Ach tak… – Shizune mruknęła pod nosem, wyciągając jakąś kartę z notatkami spod sterty papierów leżących na biurku, mieszczącym się przy niewielkim oknie. Gabinet nie był duży, znajdowała się tu jeszcze szafa pełna książek medycznych, dwa krzesła oraz mała szafka z podstawowymi lekarstwami. Pomarańczowe ściany i bukiet róż stojących w fioletowym wazonie dodawały przytulności.  
Skąd u Shizune bukiet róż? 
– Jest na razie nieprzytomna, wymaga operacji. Odbędzie się ona jutro z samego rana, wykona ją pani Tsunade. W chwili obecnej jest w bardzo ciężkim stanie, ale stabilnym. Dokładne wyniki pojawią się dopiero po przeprowadzeniu operacji. Nóż z trucizną został wbity dość głęboko, to cud, że żyje. Dobrze, że została tu szybko przetransportowana. Młody Inuzuka spisał się na medal, teraz tylko kwestia tego, czy uda jej się z tego wyjść bez szwanku. 
– Dziękuję za informacje. Czy mógłby ją teraz zobaczyć? 
– Absolutnie. Kakashi z rozkazu pani Tsunade zabronił wchodzić komukolwiek… 
– Shizune. – Chłopak podszedł do niej, po czym położył rękę na jej ramieniu. 
Spojrzała w jego oczy, pełne troski i bólu. Zdziwiła się, gdyż chłopak rzadko okazywał jakiekolwiek emocje oprócz wyrachowania czy obojętności. Był tajemniczy, a paradoksalnie w tym momencie mogła czytać z jego oczu niczym z rozłożonej talii kart. Westchnęła głęboko. 
Zaprowadziła go dwa piętra wyżej, pod salę dwieście siedem. Otworzyli drzwi, na których wisiała tabliczka z numerkiem, po czym weszli do środka. Było tu tylko jedno łóżko, na którym leżała drobna dziewczyna. Jej splątane włosy rozsypały się na poduszce, a na czole widniały kropelki potu. Spała niespokojnie, jeśli ten stan można nazwać snem. Medyczna kunoichi podeszła do niej i otarła jej twarz szmatką. 
– Tylko nie przekraczaj progu – ostrzegła go, gdy chłopak chciał wejść do środka. Ten natychmiast cofnął się, ale błagał oczami, by go wpuściła. Kobieta przygryzła policzki od wewnątrz, powstrzymując się od zaproszenia go. I tak poniekąd złamała zakaz Tsunade, zaprowadzając go do Hinaty. – Nie mogę, wybacz – dodała cicho, mimo iż prawdopodobnie postępowała wbrew swojej naturze.
Chłopak przyglądał się leżącej dziewczynie z niepokojem. Miał nadzieję, że wyjdzie z tego cało. Myślał również nad słowami Hiashiego: Już nie musisz się nią opiekować. Nadal jest słaba. Zbyt słaba. Neji zastanawiał się, czy wuj miał rację. Patrząc na tę drobną, kruchą istotkę, nie mógł uwierzyć, że jest ona w stanie walczyć, zadać ból czy zranić. Jak bardzo pozory mogą mylić. Z drugiej strony, pamiętał, że początki treningów Hinaty były trudne. 


Jak zwykle trenowaliśmy razem pod okiem wuja Hiashiego i dziadka. Miałem wtedy jedenaście lat, Hinata dziesięć. Spokojnie, powoli odpierałem jej ataki, które nie były ani trochę silne. Od razu widać było po niej, że jest słaba i niestworzona do walki. Mimo dużej ilości treningów nie polepszyła się o wiele, przez co nie mogłem się dalej uczyć. Jej poziom był zbyt niski w stosunku do mojego. Westchnąłem, znudzony powolnymi ruchami kuzynki i zatrzymałem się. 
– Braciszku Neji? – rzekła cicho, jak zwykła się do mnie zwracać. Darzyła mnie szacunkiem, ale także braterską miłością, czego nie można było powiedzieć o mnie. Zwroty z mojej strony względem Hinaty były czysto formalne. 
– Jej partnerem może być ktoś inny – odparłem stanowczo. – Proszę pozwolić mi trenować samemu. 
– Nie, jeszcze nie. – Hiashi przymknął oczy i spuścił głowę. Widać było, że nie chce słyszeć o jakimkolwiek sprzeciwie. – Kontynuuj. 
– Walczmy dalej, Neji – prosiła Hinata. Ustawiła się w pozycji gotowej do ataku. 
Zacisnąłem mocno zęby z wściekłości. Odetchnąłem, aby pozbyć się tego uczucia, ale to nie pomogło. Spojrzałem z żalem na wuja i wtedy zrozumiałem, że on po prostu nie chce, aby jego bratanek przewyższył jego własną córkę. Przymknąłem oczy. 
– Zrozumiałem – rzuciłem spokojnie, jednak była to tylko przykrywka tego, co naprawdę czułem. 
Już po chwili stanąłem w pozycji do ataku. Opanowała mnie żądza zemsty. Chciałem pokazać wszystkim, że mnie nie doceniają. Nie mogli kazać mi trenować z tą łamagą! Nie mogli ograniczać moich umiejętności! Przez nią nie potrafiłem się rozwijać i dążyć do bycia lepszym! 
Nienawidziłem jej. Za to, że była zbyt słaba mimo bardziej szlachetnego pochodzenia. Za to, że przez nią nie mogłem dawać z siebie wszystkiego. Myślała, że grzecznie wykonuję rozkazy i trenuję z nią, bo tego chcę. To nie prawda. Każde ćwiczenia stały się dla mnie udręką, ich poziom był żenujący, a mój przeciwnik tak kruchy i słaby, że bałem się go uderzyć. 
W tamtej chwili nie panowałem jednak nad sobą, to złość i nienawiść sprawowały władzę nade mną. Wszystkie wykonane ruchy same kontrolowały moje ciało. 
Hinata natarła na mnie pierwsza, ale jednym ruchem ręki zablokowałem jej atak, a ona cofnęła się znacząco. Na jej twarzy wymalowało się przerażenie, zaś na mojej złośliwy uśmiech, gdyż byłem zadowolony z tego obrotu akcji. Wreszcie zaczęło się robić ciekawiej, a wuj i dziadek mieli zobaczyć, że nie warto marnować czasu na tę dziewczynę. 
– Coś nie tak, panienko? – zapytałem ironicznie. – To nie zabawa. 
Wciągnęła szybko powietrze, wychylając się do tyłu. Bała się. Widać to było po jej ruchach, drżących rękach i wyrazie twarzy; jakby miała się zaraz rozpłakać. Po chwili postanowiła ponownie zaatakować. Czyżby chciała zaimponować swojemu ojcu? Jej starania jednak na nic się zdały. Wystarczało lekkie przechylenie w prawo lub lewo, aby nie zostać trafionym. To było śmieszne, ani nie posiadała siły, ani szybkości, ani zdolności do wymierzania ciosu. Postanowiłem wreszcie pokazać jej, kto jest silniejszy. Zaatakowałem dwa razy jej głowę, następnie klatkę piersiową, moja dłoń trafiła jej brodę, przez co zadarła głowę do góry. Dziewczyna wyglądała jak szmaciana lalka, nie miała siły, aby mi oddać, nie nadążała z obroną, jej ciało było bezwładne i pozwalało mi na dalsze ataki, lecz one mi nie wystarczały. Zacząłem atakować ją pięściami, miotałem nią na wszystkie strony, a wściekłość, która się we mnie narodziła, nadal rosła w zastraszającym tempie. 
– Wciąż walczę na pół gwizdka – powiedziałem spokojnie, nie przerywając moich czynności. Dziewczyna prawie upadła, ale szybka reakcja pozwoliła jej utrzymać się w pozycji stojącej. Cofnęła się kilka kroków w tył, lecz niewystarczająco dużo. Dosięgłem swojej kuzynki i już po chwili wycelowałem w jej klatkę, przez co Hinata wylądowała na podłodze. – I ty myślisz, że zdołasz wypełnić swoje przeznaczenie – nachyliłem się nad nią i przygotowałem dłoń, by wymierzyć w jej serce ostateczny cios, po którym prawdopodobnie wylądowałaby poturbowana w szpitalu – i objąć stanowisko przywódcy klanu?! – Końcówkę zdania wykrzyczałem. 
Przez ten ułamek sekundy spostrzegłem w jej oczach olbrzymi strach. Ta drobna istotka była taka delikatna, bezbronna i niewinna... Wtedy nie zauważałem tych cech tak dokładnie. Nie zdawałem sobie sprawy, jakie mogą być konsekwencje tego, co chciałem uczynić. Myślałem tylko o tym, aby zrobić jej krzywdę, aby cierpiała. Chciałem jej bólu. 
Całą moją siłę skoncentrowałem w prawej ręce, podskoczyłem i naparłem do przodu. Opuściła głowę w dół, godząc się na swoją porażkę, nie będąc w stanie nic zrobić. Siedziała jak sparaliżowana, cała drżała, bała się. Cholernie się mnie bała, a ja odczuwałem z tego powodu potworną satysfakcję. 
Nagle ujrzałem przed sobą dobrze znaną twarz i poczułem, jak ktoś chwyta moją dłoń. Hiashi sprawnie zatrzymał mnie, po czym w mgnieniu oka wykręcił moją rękę w ten sposób, że zrobiłem przewrót, przeleciałem nad Hinatą, a następnie wylądowałem plecami na twardej, drewnianej podłodze. Przejechałem po niej kilka metrów, następnie zatrzymałem się. Kręgosłup strasznie mnie bolał, jednak to było nic w porównaniu z tym, co miało nastąpić za chwilę. 
Kątem oka zauważyłem, jak Hiashi podnosi lewą rękę na wysokość twarzy i układa palce: wskazujący oraz środkowy w górze, kierując je ku sufitowi, reszta zgięta. Morderczy wyraz twarzy zszokował mnie, lecz nie myślałem o tym zbyt długo, gdyż poczułem przerażający ból. Najpierw drganie oczu, a potem eksplozja w głowie. Miałem wrażenie, jakby przykładano mi do mózgu rozżarzone pręty. Najpierw pojedyncze, potem niezliczoną ilość. Wiłem się po podłodze niczym opętany, a z mojego gardła wydzierał się mrożący krew w żyłach, nieludzki wrzask. Ogień, który czułem pod czaszką, był potworny. Promieniował od skroni po kark i z sekundy na sekundę przybierał na sile. Czułem się bezbronny niczym maleńkie dziecko wrzucone w szalejące płomienie, tyle że płonąłem od wewnątrz. Byłem sparaliżowany bólem, niemniej jednak wciąż darłem się, zdzierając gardło, i wiłem niczym wąż, próbując dociec, co się dzieje z moim ciałem. Wyczułem pod palcami bandaże, które oplatały mi czoło. Zerwałem je, odkrywając w ten sposób pieczęć rodu głównego, którą zostałem naznaczony w wieku czterech lat. Zacisnąłem powieki, a wtedy pojawiły się pulsujące białe punkty. Czułem, jak coś rozrywa mi stopniowo mózg. 
– Głupiec. – Usłyszałem głos wuja. Wtedy zrozumiałem, że zaatakował on mój system nerwowy, niestety, po chwili padłem nieprzytomny na podłogę. 


– Neji, słyszysz mnie? – Shizune machała dłonią przed moimi oczami. – Już czas stąd iść. 
Spojrzałem na nią nieprzytomnym wzrokiem, ale po chwili informacje do mnie dotarły, kiwnąłem głową i ruszyłem korytarzem w stronę wyjścia, zapamiętując numerek dwieście siedem, który widniał na metalowej tabliczce.

~*~

– Dalej, Akamaru! – krzyknął Kiba, rzucając patyk przed siebie. Pies pobiegł po niego, złapał w locie i zwrócił swemu panu. Szczęśliwy ninja pogłaskał swojego pupila, zanurzając palce w gęstej sierści. Zwierzak w odpowiedzi radośnie zamerdał ogonem i polizał przyjaciela po twarzy. Taki widok zobaczył Neji, który szedł właśnie w stronę posiadłości Inuzuka. 
– Kiba, możemy porozmawiać? – zapytał. 
Chłopak zdziwił się wizytą Hyūgi, a jeszcze bardziej jego bezpośredniością. Uśmiech powoli znikał Kibie z twarzy. Przytaknął, rzucił Akamaru kilka ciasteczek, które wyjął z kieszeni spodni, po czym ruszył przed siebie. Neji podążył za nim, intensywnie myśląc nad tym, jak zacząć rozmowę. Zmarszczył czoło i wpatrzył się w swoje buty. Szli w milczeniu, aż dotarli nad jezioro, które znajdowało się w wiosce, niedaleko Akademii Ninja. Zatrzymali się nad brzegiem. Kiba powoli zaczynał się niecierpliwić, gdyż zachowanie kolegi było denerwujące. Znalazł kilka płaskich kamieni. Rzucał je do wody, a te odbijały się kilka razy po powierzchni i opadały na dno. 
Pogoda była wspaniała, niebo bezchmurne, zapowiadające pokój, a jednak, według Nejiego, tak bardzo niepasujące do obecnej sytuacji. Postanowił się odezwać, dochodząc do wniosku, że jeśli nie zrobi tego teraz, to będzie musiał później. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ciężko było mu się przełamać, aby wypowiedzieć te słowa i pokonać swoją dumę. 
– Jej stan jest bardzo ciężki, ale stabilny. 
Kiba jedynie kiwnął głową. Nie miał ochoty na tego typu rozmowy, choć czuł, że to nieuniknione. 
– Pomogłeś jej. Gdyby nie ty, mogłaby być teraz martwa. Wstawiłeś się za nią, uratowałeś jej życie. 
Hyūga nie wiedział, jak ubrać w słowa to, co chce powiedzieć. Nie chciał się rozczulać, nie miał zamiaru się zwierzać. Czuł, że jest temu chłopakowi coś winien. Przecież tak naprawdę wystarczyło jedno słowo, którego wypowiedzenie tak bardzo chciał odwlec. Wtedy Inuzuka odwrócił się, a Jōnin dostrzegł to coś w jego spojrzeniu i był już pewny. Jego młodszemu koledze naprawdę zależało na Hinacie, martwił się o nią. Nie uratował dziewczyny z powinności, ale dlatego, że gdyby jej zabrakło, czułby ogromny ból po stracie. Hyūga doskonale wiedział, że jego kuzynka i Kiba są bliskimi przyjaciółmi, a teraz wystarczyło jedno spojrzenie, aby to potwierdzić i rozwiać wszelkie wątpliwości. 
– Neji, ja po prostu… 
– Dziękuję – przerwał mu stanowczym głosem chłopak, a następnie odwrócił się i odszedł. Kiba westchnął i lekko się uśmiechnął. 

~*~


1 komentarz:

Niah | Akinese | Credits: X, X