2/22/2015

V. Atak

„Porywczość jest grzechem niedojrzałości”. 
– Seneka Młodszy


– Cholera jasna... Czy nie możesz już sobie pójść? – warknęła zirytowana Shizune. Chłopak, ubrany w czarno-pomarańczowy dres, z wiecznie nieułożonymi blond włosami, stał przed nią, składając ręce jak do modlitwy i wpatrując się w nią maślanymi oczami. – Ile razy mam ci mówić, że mam zakaz udzielania takich informacji, a co dopiero pozwoleń! 
– No błagam, nie daj się prosić! Jeśli się zgodzisz, zabiorę cię na ramen, ja stawiam! – Naruto nie ustępował, za to robił coraz bardziej błagalne miny, przez co młoda kunoichi musiała się bardzo starać, by trzymać nerwy na wodzy. Chłopak nie tylko był irytujący, ale także rozbrajający. O mało nie wybuchła śmiechem, gdy klęknął na kolana i zaczął łasić się do jej nóg. 
– Naruto! Nawet jeśli bym chciała, to i tak nie mogę ci na to pozwolić! Nie jestem do tego uprawniona. Mam obowiązek wpuszczać do Hinaty tylko tych, którzy dostali pozwolenie od Kakashiego, więc cokolwiek byś mi obiecywał, nie mogę nic zrobić! – krzyknęła zdenerwowana. Ostatnio miała szczególne huśtawki nastroju i często nie panowała nad emocjami, a ten mały gówniarz zaczynał ją drażnić na całego. 
– Więc mówisz, że to mistrz Kakashi tutaj rządzi? Hmm... – Chłopak od razu podniósł się do pozycji stojącej, chwycił dłonią za brodę, rozmyślając nad czymś intensywnie. Nagle, jakby dostał olśnienia, podskoczył radośnie, a jego palec wskazujący wystrzelił ku górze. – Już wiem, muszę go poprosić o zgodę! Bułka z masłem! – Machnął ręką ze zlekceważeniem, odwrócił się i pobiegł korytarzem do wyjścia. 
– Co? Wracaj tutaj! – krzyknęła dziewczyna, do której właśnie dotarło to, o czym pomyślał Naruto. 
– Dzięki za informację! – usłyszała donośny głos chłopaka. 
Cholera, on mnie zabije! – pomyślała, uderzając się dłonią w czoło. W tym momencie zakręciło jej się w głowie, więc czym prędzej oparła się drugą ręką o ścianę. 

~*~

Na dworze było ciepło, a przyjemny, lekki wiaterek muskał dłonie i odsłoniętą część twarzy Kakashiego. Siedział on na gałęzi jednego z drzew w parku i czytał ulubioną książkę, napisaną przez Jiraiyę. 
Pozwolił sobie na chwilę relaksu ze względu na to, że ostatnimi czasy jeszcze bardziej przykładał się do swojej pracy. Starał się wykonywać powierzone mu zadania najlepiej, jak potrafił. Również zdecydowanie więcej trenował. Po walce z Deidarą postanowił trochę przystopować i zrobić sobie parę dni wolnego, aby całkowicie wypocząć. Używanie nowej techniki osłabiło go, musiał spędzić trochę czasu w szpitalu, na szczęście czuł się już lepiej. 
Tylko czy zmęczenie było przyczyną jego, ostatnio kiepskiego, samopoczucia? Oczywiście, że nie, choć sam przed sobą nie mógł tego do końca przyznać. Wolał skupić się na czytaniu po raz kolejny „Eldorada flirtujących”, niż nękać ponurymi myślami. Już wystarczyło, że rzadko spał w nocy. 
– Mistrzuniu! Nareszcie cię znalazłem! – krzyknął blondyn, podbiegając do drzewa, na którym siedział Kakashi. Mężczyzna wzdrygnął się i zachwiał. Nie żeby był słabym ninją. Nie wyczuł Uzumakiego, gdyż za bardzo pochłonęły go myśli. Zresztą ostatnio pracował coraz mniej efektywnie, przez co nie mógł się maksymalnie skupić, co zauważyła nawet Tsunade. 

– Kakashi, słyszysz mnie? – zapytała Hokage. 
– Może coś mu się stało, jakieś otępienie, czy coś – stwierdziła Shizune, trzymając na rękach ukochaną świnkę. 
– Przecież mówię do ciebie! Nie denerwuj mnie, idioto! – Wstała i walnęła go lekko w kark, aż upadł na kolana. Nienawidziła, gdy ktoś ją olewał. 
– Ała! A za co to? – rzucił zdezorientowany Hatake. Nie zdawał sobie sprawy, że ostatnie kilka minut gapił się w papiery, leżące na biurku jego szefowej. Kompletnie jej nie słuchał. Myślami był daleko stąd. 
– Nigdy więcej mnie nie ignoruj, zrozumiałeś?! 

Mężczyzna pomasował swój kark na bolesne wspomnienie wydarzeń sprzed tygodnia. Spojrzał na Naruto i skrzywił się. Nie miał teraz ochoty z nikim rozmawiać, chciał wreszcie chwili spokoju, dopóki nie zostanie wysłany na kolejną misję. 
– Coś się stało? – zapytał, zwracając znów swój wzrok na lekturę. 
– Jak zawsze się lenisz, mistrzu, a potrzebuję twojej pomocy – odparł chłopak, opierając ręce na biodrach i robiąc zawiedzioną minę. 
– Doprawdy? – Kakashi zaś wyglądał na znudzonego całą sytuacją. Naruto nie widział jednak z tej odległości, że wzrok Hatake nie śledził tekstu. 
– Oczywiście! Pielęgniareczka, to znaczy kochana Shizune, powiedziała, że powinienem odwiedzić Hinatę, lecz muszę uzyskać twoją zgodę. Dodała, że na pewno nie będziesz miał nic przeciwko, więc przyszedłem się upewnić. – Młody chłopak wyszczerzył rząd białych, równych zębów i lekko zmrużył oczy. Miał nadzieję, że w ten sposób uda mu się przekonać jego mistrza, jednak reakcja Jōnina była zgoła inna. 
– Naruto, nie przerywaj mi mojej sjesty – odparł znużony. 
– Czy to znaczy, że mam twoją zgodę? 
– W żadnym wypadku. – Hatake wstał, zatrzaskując książkę. Chyba będę musiał z kimś porozmawiać, pomyślał. 
– Mistrzuniu, proszę, pozwól mi! – błagał młodzieniec. 
– Nic z tego, Naruto. Nikt więcej, oprócz osób uprzywilejowanych, nie będzie odwiedzał Hinaty, dopóki jej stan nie będzie lepszy. 
Jōnin zeskoczył z gałęzi, stanął obok Naruto i położył dłoń na jego ramieniu. Blondyn spuścił głowę w dół z zawodem, gdyż zrozumiał, że nic nie przekona Kakashiego. 
– Wiem, że się martwisz, ale to nie jest dla niej odpowiednia pora na odwiedziny. 
Chwilę później Uzumaki oglądał plecy oddalającego się mężczyzny. Uśmiechnął się do siebie. Tak czy inaczej, uda mu się jakoś zobaczyć Hinatę. Czuł, że musi dostać się do niej, aby upewnić się, że przeżyje. Choćby spojrzeć na nią. Przecież była jego przyjaciółką. Już wiedział, kto może mu udzielić informacji. Miał świadomość, że rozmowa do najłatwiejszych nie będzie należała, ale tylko Neji mógł mu w tej chwili pomóc. On na pewno wiedział, gdzie dokładnie znajdowała się dziewczyna. 

~*~

Zmieniała właśnie opatrunek Hinaty, myśląc o tym, jakie konsekwencje przyniesie jej rozmowa z Naruto. Podała ostatni lek i wyszła na korytarz. 
– Pani Shizune! – krzyknęła medyczka w białym stroju z symbolem Konohy. – Właśnie pani szukałam! Udało nam się zbadać truciznę, którą została zatruta pacjentka Hyūga. 
– Naprawdę? Proszę o wyniki! 
Kobieta podała Shizune teczkę z dokumentami. Brunetka zaczęła analizować uzyskane informacje, a z każdą sekundą jej źrenice robiły się coraz większe. 
– Przecież to niemożliwe... – wyszeptała, ale krzyk dochodzący zza zamkniętych drzwi jej przerwał. Spojrzała przerażona na towarzyszkę, po czym obydwie wpadły do sali. Hinata rzucała się po łóżku jak opętana, kręcąc się w prawo i lewo, jakby nie panując zupełnie nad swoim ciałem. Co jakiś czas z jej gardła wydobywał się pisk lub krzyk, a z ust zaczęła lecieć strużka śliny. 
– Szybko, zawiadom panią Tsunade! – Shizune ocknęła się z szoku i zaczęła działać. Medyczka wybiegła, zostawiając za sobą otwarte drzwi. 
Tylko nie to, jeśli wyniki badań są prawdą... Trucizna przechodzi do kolejnej fazy działania – pomyślała, a jej ręce zaczęły lekko drżeć, gdy przycisnęła nadgarstki Hinaty do łóżka. Po chwili pacjentka uspokoiła się nieco, ale Shizune stwierdziła kolejny, szokujący fakt. Jej puls słabł z każdą sekundą. 

~*~

Doskonale wiedziała, gdzie ma szukać brakujących składników. Musiała tylko zejść dwa piętra niżej do magazynku z rzadkimi lekarstwami i zabrać potrzebne ingrediencje. Potem należało stworzyć ten cholernie trudny lek, który niby miał pomóc zahamować na jakiś czas rozprzestrzenianie się trucizny. Mogła też oczywiście od razu zabić dziewczynę, ryzyko było ogromne, lecz jeśli nie podałaby jej zaraz tego środka, Hinata już w tej chwili mogła pożegnać się z życiem. 
– Hej, Shizune! – Usłyszała za sobą głos osoby, którą w tej chwili najmniej chciała widzieć. Zatrzymała się i powoli odwróciła. 
– Wybacz, Kakashi, ale nie mam czasu na rozmowę w tym momencie – odparła pozbawionym uczuć głosem i ruszyła w dalszą drogę do magazynku. Mężczyzna jednak nie odpuścił, dogonił ją, a następnie złapał za nadgarstek, jednak się wyrwała. Szli teraz ramię w ramię, on na nią patrząc, ona nawet nie zaszczycając go wzrokiem. 
– Czy możesz mi wytłumaczyć, dlaczego wysłałaś Naruto do mnie twierdząc, że na pewno zgodzę się na jego wizytę u Hinaty? – zapytał, nieco rozdrażniony. Nie mógł już tak dobrze ukrywać emocji, nie przy tej cholernej kobiecie. 
– Nigdzie go nie wysyłałam, dowiedział się przez przypadek, że nadzorujesz widzenia u Hinaty i nie mógł sobie odpuścić. 
– Ale dowiedział się od ciebie – stwierdził, pewny swoich założeń w stu procentach. Jego głos był spokojny. Postanowił się opanować i spróbować nie zdradzać zdenerwowania. 
– Słuchaj, nie mam teraz czasu na takie rozmowy. Muszę szybko znaleźć odpowiednie składniki i zrobić lek, bo... 
– Myślę, że to ważne! – krzyknął. Złapał ją za ramiona i odwrócił przodem do siebie. 
– Jeśli się nie pospieszę, Hinata umrze! – krzyknęła mu prosto w twarz. Zauważyła błysk zaniepokojenia w jego oczach. – Dostała ataku. To naprawdę nie jest czas na jakiekolwiek rozmowy. Jej życie jest najważniejsze. 
– Czego potrzebujesz? – zapytał. 
Ruszyli  jednocześnie do pomieszczenia, w którym szukali ingrediencji. Przekładali różne pudełka, słoiki, fiolki z kolorowymi płynami, dziwnymi proszkami i suszonymi roślinami. W międzyczasie kunoichi opowiedziała, co się stało. Już po chwili oboje pędzili kamiennymi schodami do sali numer dwieście siedem, nie odzywając się ani słowem. W środku były Tsunade, medyczka, która przyniosła wyniki i dwójka mężczyzn. Pomagali Hokage opanować sytuację. 
– Kakashi, zmiażdż te cebulki, ja potnę korzonki – rzekła dziewczyna. 
Wydawała rozkazy, nadzorowała ich wspólną pracę, a na koniec wymieszała wszystkie składniki. Dzięki Hatake poszło jej dwa razy szybciej. Spojrzała jedynie na niego wdzięcznym wzrokiem. Odcedziła powstałą ciecz i otarła czoło rękawem. Podała Tsunade dziwną, szarą substancję. Hokage wstrzyknęła Hinacie lek do żył.  
– Porozmawiamy później – szepnął Jōnin, stojąc za Shizune i nachylając się nad jej ramieniem. Mimowolnie zadrżała, jednak nie zrobiła nawet kroku. Po chwili usłyszała odgłos zamykanych drzwi. 
– Shizune, przygotuj miskę z ciepłą wodą! – rozkazała Ślimacza Księżniczka. Dziewczyna zawinęła rękawy i posłusznie wykonała polecenie.

~*~

Neji stał właśnie na środku chodnika wpatrzony w irytującą, roześmianą twarz i zastanawiał się, z której strony powinien uderzyć swojego towarzysza. Stwierdził, że lewy policzek to idealne miejsce na punkt przyłożenia zaciśniętej pięści. 
– To jak, zdradzisz mi coś? – Naruto wyszczerzył zęby, jednak po chwili poczuł ból. Zachwiał się, ale utrzymał na nogach. – Ej, a to za co, idioto? 
– Za marnowanie mojego cennego czasu – warknął. 
– Myślisz, że rozmowa o twojej kuzynce to strata czasu? Przecież się przyjaźnimy! – krzyknął zdenerwowany blondyn. 
– Zamknij się. Odwiedzisz ją, jak tylko Kakashi ci na to pozwoli – odparł poważnym, opanowanym tonem Neji. 
Przybrał swoją maskę obojętności, a następnie ominął kolegę bez słowa. Uzumaki stał jeszcze, patrząc za nim. Pieklił się i posyłał nieprzyjemne słowa pod adresem Hyūgi. Neji jednak postanowił nie dać się wyprowadzić z równowagi przez bachora. Doprawdy, Naruto często zachowywał się jak dziecko, po prostu nie mógł zrozumieć, że Hinacie należy się teraz odpoczynek. 
Ruszył zdecydowanym krokiem w stronę domu, obserwując, jak niebo robi się coraz ciemniejsze, aby wreszcie mogły pojawić się na nim gwiazdy. Jedyne, na co miał teraz ochotę, to długi, relaksujący prysznic. Szedł właśnie alejką ogrodową, gdy dojrzał dwie postacie: jedna z nich siedziała na ławce; był to jego wuj. Druga zaś stała i coś tłumaczyła, a gdy podszedł bliżej, kryjąc się za krzewami, rozpoznał Kakashiego. 
– ...rzucała się po całym łóżku. Było to kolejne stadium trucizny, która rozprzestrzeniła się w jej ciele. Leki spowalniające przestały działać, więc mało brakowało, a pożegnałaby się z życiem. W ostatniej chwili udało nam się przygotować lek zatrzymujący jad, ale trzeba szybko znaleźć odtrutkę. Na szczęście pojawiły się wyniki badań z laboratorium i medycy są na właściwym tropie. Uznałem, że powinien pan wiedzieć. Jej życie było na włosku, umierała na naszych oczach, ledwo ją uratowaliśmy. Gdy odchodziłem, sytuacja była krytyczna, ale opanowana. Nie dostałem żadnych niepokojących wieści, co oznacza, że, na szczęście, przeżyła. Operacja zostanie przesunięta. Czas pokaże, co będzie dalej... – Głos mężczyzny cichł z każdym słowem wypowiadanym w ostatnim zdaniu. 
Nejiemu nie trzeba było więcej informacji. Czuł, jak wzbiera w nim złość i okrutna żądza zemsty. Nie czekając ani chwili, opuścił teren posiadłości rodu Hyūga. 

~*~

Dużo jeszcze czasu medyczni ninja spędzili w sali numer dwieście siedem. Późnym wieczorem, gdy latarnie na zewnątrz świeciły pełnym blaskiem, dwie zmęczone kunoichi zatrzasnęły za sobą drzwi i ruszyły korytarzem w stronę wyjścia ze szpitala. Gdy dotarły do recepcji, Tsunade zleciła jednej z kobiet trzymać wartę przy pokoju młodej Hyūgi. Następnie obie wyczerpane udały się do biura. Piąta wyjęła ze swojej zawsze zamkniętej na klucz szafki dwa kieliszki i butelkę z czerwonym płynem. 
– To tym razem proponujesz wino zamiast sake? – zapytała młodsza kobieta, rozsiadając się wygodnie w fotelu i ciężko wzdychając. 
– Dzisiaj powinnyśmy odpocząć przy czymś innym – odparła Hokage. Nalała alkoholu, po czym podała Shizune. 
– Wiesz, chyba odmówię... – zająknęła się dziewczyna. 
– Nie pieprz mi tu głupot, pij! – Tsunade spojrzała na nią władczym wzrokiem, ale za chwilę się roześmiała. Brunetka przyjęła kieliszek. – Należy ci się. Dzięki lekarstwu, które przyszykowałaś z Kakashim na czas, Hinata ma jeszcze szansę przeżyć. Swoją drogą, skąd on się tam wziął? 
– Chciał pogadać i zaproponował mi swoją pomoc – mruknęła, wlepiając wzrok w swoje wino, jednak nie spróbowała nawet łyka. Przesuwała palcem po krawędzi kieliszka, jakby nad czymś się zastanawiając. Ślimacza Księżniczka zauważyła zamglony wzrok towarzyszki i jej obojętne ruchy. 
– Ostatnio chyba byliście skłóceni, prawda? – Brzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. 
– Nie dogadywaliśmy się trochę, ale już jest dobrze. – Posłała jej słaby uśmiech. Postanowiła szybko coś zrobić, aby nie musieć odpowiadać na niewygodne pytania. – Powinnyśmy chyba jeszcze raz przed snem ustalić fakty, jeśli chodzi o wyniki badań. Jutro zajmiemy się szczegółami. Niestety, zostawiłam teczkę w sali, gdzie leży Hinata... 
– Masz rację. Czekaj, mam gdzieś kopię. Chciałam to przejrzeć, lecz wtedy mnie wezwano... Gdzie ja wsadziłam te dokumenty? – Zmęczona i już nieco rozdrażniona kobieta zaczęła przeszukiwać papiery leżące na biurku. Stała odwrócona tyłem, więc nie zauważyła nawet, jak Shizune wylewa zawartość kieliszka do stojącej obok doniczki z kwiatkiem. 

~*~

– Tak, oczywiście. Już wczoraj poleciłam wysłać wiadomość do Wioski Piasku, aby przysłali nam potrzebne informacje jak najszybciej – odparła Tsunade, odrzucając papiery na mały stolik, stojący obok kanapy, na której siedziała. 
– Zdumiewające. To musi mieć jakieś połączenie. Jak to możliwe, żeby podwładni Orochimaru posiadali truciznę, którą wykorzystywał Sasori przy broni w swoich marionetkach? Przecież oni nigdy za sobą nie przepadali, a Kabuto, który go szpiegował, nie byłby w stanie odnaleźć receptury, za mało czasu przebywał z lalkarzem. Ciągle obserwował Orochimaru. To trudniej pojąć, niż myślałam – westchnęła dziewczyna. 
– Pewne jest to, że trucizna jest stworzona na bazie tych samych składników, choć jej wykonanie jest dużo mniej staranne. Gdyby tę trutkę przygotował sam Sasori, co jest niemożliwe, bo przecież nie żyje, Hinata umarłaby w trzy dni. Lubił, gdy ofiara się męczyła. Od ataku minęło około półtorej dnia. – Kobieta złapała się za brodę i wpatrzyła w swój pusty już kieliszek, głęboko nad czymś myśląc. – Myślę, że ta substancja była robiona w pośpiechu, niedbale i niedokładnie, a sprawca nie znał do końca przepisu lub podmienił niektóre składniki na inne, osłabiając truciznę... Cóż, są to tylko domysły. Oby udało się nam szybko dostać wyniki z Sunagakure. To ryzykowne wysyłać je poprzez jastrzębia, ale miejmy nadzieję, że zgodzą się na to. Musimy działać szybko. Już wiadomo, że to nie ta sama substancja, którą rozpracowywała Sakura przy zatruciu Kankuro? 
– Niestety, ta jest stworzona z innych składników. Receptura jest bardziej skomplikowana. Pytanie tylko, skąd Orochimaru lub Kabuto miał pojecie jak się w ogóle zabrać do tego wszystkiego? – Shizune poprawiła się w fotelu, zerkając niepewnie na wyniki leżące na stoliku. 
– Uważam, że... 
Nie dokończyła. 
Drzwi otworzyły się z hukiem, uderzając w ścianę, z której posypał się tynk, a odgłos poniósł się echem przez korytarz. Tsunade wstała szybko, ustawiając się przodem do napastnika, a Shizune pisnęła z zaskoczenia, jednak po chwili także zerwała się na nogi. Kurz dość prędko opadł, a na twarzach kobiet wymalowało się zdziwienie. 
W drzwiach stał Neji, zaciskający mocno pięści. Po jednej z nich spływała strużka krwi. Głowę miał spuszczoną, ale widać było jego oczy, które ciskały błyskawice, zaś klatka piersiowa unosiła się nienaturalnie szybko. 
– Neji, czy coś się stało? – zapytała cicho Shizune. Chyba jeszcze nigdy nie widziała chłopaka w takim stanie. 
– Miała mieć dzisiaj rano operację – wysyczał. 
– Uspokój się, chłopcze. Nie mogłam jej wykonać ze względu na brak odpowiednich środków, które miały dotrzeć w nocy z Kraju Rzek. Przyszły dopiero po południu, ale nastąpiły pewne komplikacje. – Tsunade stała poważna i opanowana. Przecież to tylko młody Hyūga. 
– Jej stan miał być stabilny – warknął, spoglądając złowrogo na Shizune, jakby była winna wznowionemu działaniu trucizny. Wydawało się, że mógł zabijać samym spojrzeniem. 
– Neji, uspokój się! – krzyknęła podenerwowana Hokage. 
– Jak, do cholery, mogę być spokojny?! – wrzasnął chłopak. Uderzył pięścią w stojący obok regał na książki. 
Wszystko runęło na podłogę, lecz nie dbał o to. Zbliżył się do kobiet, przewracając po drodze stolik. Wszystkie papiery wzniosły się w górę, by za chwilę swobodnie opaść na ziemię pełną szczątków tego, co rozwalił chłopak. 
– Jak mogłaś?! Jak mogła pani wysłać ją na tak niebezpieczną misję beze mnie?! – Zbliżył się do Piątej. 
Ślimacza Księżniczka w mgnieniu oka wymierzyła trzy ciosy i posłała chłopaka na ścianę, po której osunął się z wymalowanym na twarzy szokiem. 
 – Nie krzycz na mnie w moim własnym gabinecie! 
Podeszła i złapała go za bluzkę, unosząc do góry. 
Byli tak blisko siebie, że widział dokładnie każdą jej rzęsę, każdą zmarszczkę mimiczną, stworzoną przez złowrogi wyraz twarzy. 
– No dalej, uderz mnie – powiedziała cichym, opanowanym głosem, tak niepasującym do obecnej ciężkiej atmosfery. 
Spojrzał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. Rozluźnił się. Hokage to wyczuła i puściła go. Osunął się ponownie na podłogę i westchnął głośno, chowając twarz w dłoniach. 
– To było bardzo stare i drogie wino – odparła Sanninka, podnosząc z ziemi przewróconą wcześniej butelkę i przekręcając ją do góry nogami. Jedna kropelka czerwonego płynu skapnęła na zabałaganioną podłogę. W gabinecie panował chaos i obie kobiety wiedziały, że Neji jeszcze pożałuje, że rozbił drogocenny wazon. 
– Co się z nią teraz dzieje? – zapytał cicho, wciąż nie zmieniając pozycji. 
– Opanowaliśmy sytuację. Zaczniemy działać z samego rana, gdy tylko dotrą do nas wyniki z Wioski Piasku. Dzięki temu spróbujemy stworzyć odtrutkę. – Tsunade przygryzła wargę. Wiedziała, że nie wypada mówić mu wszystkiego, co wiedzą, jednak pomyślała o jego reakcji i o tym, co przed chwilą zrobił. Musiała go jakoś uspokoić, choćby nakreślić sytuację. – Potrzebne składniki już dostarczono, jednak potrzebujemy potwierdzenia naszych przypuszczeń i analizy porównawczej. 
Zapadła cisza. Neji przetrawiał informacje, które właśnie usłyszał i myślał, jak powinien się teraz zachować. Zrozumiał, jakie głupstwo popełnił – nie powinien wpadać znienacka o tak późnej porze i demolować gabinetu, ale wieść o coraz gorszym stanie kuzynki strasznie nim wstrząsnęła. Nie miał pojęcia, co powinien powiedzieć. Wyręczyła go Shizune. 
– Chyba czas iść do domu się położyć. Musimy wypocząć, jutro czeka nas ciężki dzień. 
– Masz rację. Dajmy sobie już dzisiaj spokój z tym wszystkim. Rano będziemy trzeźwiej myśleć. – Kobieta wstała, a jednocześnie z nią młody Jōnin. 
– Pani Tsunade, ja... – zaczął, rozglądając się i omiatając wzrokiem cały bajzel. – Przepraszam za to. Więcej się to nie powtórzy. Jestem gotów przyjąć karę. – Skłonił się nisko. 
– Kara na pewno cię nie ominie. Nie mam teraz na to czasu, porozmawiamy, gdy to wszystko się skończy. Ale niestety będziesz musiał jeszcze dzisiaj posprzątać cały ten bałagan. 
Jego mina zrzedła. Chciał już zaprzeczyć, powiedzieć, że wynajmie sprzątaczkę i za wszystko zapłaci, widząc surowy wzrok rozmówczyni, westchnął jedynie oraz kiwnął głową. 
– Wyślę tu Yamato za dwie godziny, aby zamknął gabinet. Może przy okazji naprawi drzwi. Mam nadzieję, że poradzisz sobie do tego czasu, prawda? – Tsunade skierowała się w stronę wyjścia. Jeszcze stojąc w drzwiach, obejrzała się przez ramię. – Jeśli nie będziesz wiedział, gdzie wsadzić niektóre dokumenty, ułóż je na kupkę. Shizune jutro to posegreguje – odparła, a wspomniana dziewczyna jęknęła przeciągle. No pięknie, jeszcze tylko dodatkowej papierkowej roboty jej brakowało. – Nie martw się, nie musisz zaglądać do środka, bo i tak nic nie zobaczysz. Wszystkie szafki, segregatory oraz papiery są zapieczętowane. Kimoto będzie tu co chwilę zaglądał. O jakiejkolwiek kradzieży dowiem się od razu. Miłej nocy. 
Gdy obie kobiety zniknęły, Neji niechętnie spojrzał na cały bałagan, który musiał posprzątać. Mnóstwo papierów, teczek, segregatorów i zeszytów pokrywało całą podłogę, zniszczone meble lub ich szczątki walały się dookoła, a odłamki szkła i porcelany zdobiły bambusowy dywanik położony przy samym biurku, jak również szafkę stojącą przy ścianie. Przy okazji wszystko to zaczęła pokrywać powoli warstwa kurzu, który wcześniej zalegał na zniszczonych rzeczach, a także odłamki tynku. 
Chłopak ponownie westchnął. Zaczął od najdrobniejszych i najniebezpieczniejszych rzeczy. Wziął szczotkę oraz szufelkę z magazynku, znajdującego się na korytarzu i zaczął zamiatać szkło. Potem postanowił uratować z mebli to, co się dało. Miał nadzieję, że gdy przyjdzie Yamato, jako użytkownik sztuki drewna, pomoże mu posklejać wszystko w całość. Poukładał książki na regale, który na szczęście ocalał. Na biurku wylądowały wszystkie dokumenty, teczki i segregatory bez kategorii. Resztę odłożył, w miarę możliwości, na miejsce. Kimoto zaglądał już cztery razy. Neji pozamiatał, po czym usiadł wygodnie w fotelu zwykle zajmowanym przez Tsunade. Zaczął przeglądać papiery oraz odkładać je na odpowiednie kupki. Nie był w stanie odczytać nic konkretnego, poza tytułami. 
– To dane na temat egzaminu na Chūnina, tu informacje o ANBU... – mruczał pod nosem, odkładając odpowiednie, zapieczętowane papiery do poszczególnych kategorii. 
Podparł twarz na dłoni, po czym zerknął na zegarek. Minęła już godzina i czterdzieści pięć minut, od kiedy Tsunade z Shizune opuściły gabinet. To oznaczało, że zostało mu piętnaście minut. Miał nadzieję, że się wyrobi. Wertował ze znudzeniem kolejne kartki, gdy nagle trafił na coś, co go zainteresowało. Podniósł głowę i wpatrzył się w tekst. Były to dane Hinaty, Hiashiego oraz jej matki – Hikari. Neji zdziwił się, że te informacje nie zostały zablokowane. Widocznie Hokage potrzebowała ich w związku z operacją dziewczyny, a potem zapomniała je zapieczętować. Wiedział, że to złe patrzeć na coś, co nie należy do niego, w dodatku, gdyby ktoś się dowiedział o tym, co teraz robi, zapewne zostałby ukarany. Można by to podpisać pod włam do tajnych informacji Konohy. Spojrzał na zegarek, miał jeszcze dziesięć minut. Szybko wziął się za analizowanie dokumentów. Z każdą linijką jego oczy wyrażały coraz większe zdziwienie i niezrozumienie. Znalazł jakąś czystą kartkę, na której spisał potrzebne numery. Gdy tylko włożył papiery w środek kupki z dokumentami bez kategorii oraz ukrył karteczkę w kieszeni, usłyszał kroki na korytarzu. Wstał, odkładając segregatory na półkę, a wtedy w wejściu pojawił się Yamato. 
– Cześć. – Posłał Nejiemu szczery uśmiech. Ten go odwzajemnił, bojąc się jednocześnie, aby szybko bijące serce i lekko drżące ręce nie zdradziły jego podenerwowania. 

~*~


11 komentarzy:

  1. Wreeeeszcie! :D
    Długi i naprawdę ciekawy rozdział... nic dodać nic ująć.
    Życzę więc duuużo weny i czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny wstawię, miejmy nadzieję, dużo szybciej :)
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  2. Witam. Zgłosiłaś swojego bloga do Zoltana, ale niestety jego kolejka jest zablokowana. Polecam zapoznać się z preferencjami innych oceniających (zakładka "oceniający") i wybrać innego.

    Pozdrawiam,
    Mediate (http://o-pieprz.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  3. NejiHina ^^ moi ukochani bohaterowie! Świetny blog! Życzę powodzenia, notka cudna! Kiedy kolejna?
    Pozdrawiam :)
    RR
    http://historia-hyuga.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Kiedy kolejna, nie wiem. Kończy się moje chorobowe, chociaż 1/3 rozdziału szóstego już jest, więc postaram się go skończyć w miarę szybko :)

      Usuń
  4. Kiedy kolejny rozdział? Pozdrawiam i mam nadzieję że pojawi się już niedługo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mam część rozdziału, wkrótce powinnam go skończyć, ale opublikuję zapewne w okolicy świąt :)

      Usuń
  5. Czołem :>
    Przyznaję, że to mój pierwszy blog o NejiHina, ale jakże udany. :> Naprawdę bardzo fajnie piszesz.
    Szablon prześliczny *^* Ma taki klimacik, że ojeju xd
    Mam nadzieję, że wkrótce dodasz nowy rozdział ;)
    A więc, do następnego! I niech wena będzie z Tobą ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :)
      Postaram się napisać go w ten weekend majowy, bo wcześniej naprawdę nie miałam czasu i głowy do pisania.
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
  6. Cześć.
    Szukałam blogów z nietypowymi paringami i trafiłam tutaj. Bardzo mi się podoba. Bardzo, bardzo. Ładnie piszesz i masz śliczny szablon. Pierwszy raz czytam NejiHina ale bardzo mi się podoba. No i jest jeszcze Kakashi , a dla mnie to wielki plus. Proszę Cię nie przestawaj pisać. Trzymam kciuki za kolejną notkę.
    P.S Na początku myślałam, że Shizune jest z Kakashim, ale on myśli o niej jak o przyjaciółce. Więc moja teoria spiskowa pod tytułem " Kiedy kobieta nie pije alkoholu, twierdzi, że nie da z siebie wszystkiego i ma zmiany nastroju to...". tak więc właśnie ta teoria upadła. Jako, że wymyśliłam jeszcze kilka innych to prosze cie jeszcze raz Napisz kolejną notkę. Bo pewnie nie tylko ja umieram z ciekawości.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz! Strasznie mnie zmotywował, oczywiście jak każdy, który się tu pojawia. Własnie zaczęłam pisać dalej rozdział, w którym utknęłam. Obiecałam go dawno, ale, no, boję się, że go spalę, bo muszę wpleść jeden wątek tak, żeby sugerował odpowiedź, a jednocześnie nie było to takie oczywiste na pierwszy rzut oka. :)
      Hmmm... wątek z Kakashim nadal będzie rozwijany, ponieważ uwielbiam tę postać :D
      Nie zapomniałam o blogu, nie zamierzam go porzucić, a rozdział na pewno się pojawi. Oczywiste jest również to, że nadal chodzę do szkoły, co oznacza, że przed końcem roku mam mnóstwo sprawdzianów i ciężko jest pogodzić również tyle zajęć, ile mam.
      No, ale myślę, że wkrótce coś się tu pojawi, trzymaj kciuki, z góry dziękuję ;)

      Usuń

Niah | Akinese | Credits: X, X