5/28/2015

VI. Odtrutka

„Przyjaźń należy do natury ducha, a nie posiadania”.
– Roman Mleczko


Od samego rana wielu medyków pracowało. Wioska Piasku przysłała potrzebną listę zapieczętowaną silną techniką. W całej Wiosce Liścia były tylko cztery osoby, które mogłyby otworzyć ten list i przeczytać jego zawartość, jeśli znałyby hasło. Mowa tu oczywiście o Tsunade – Piątej Hokage oraz o starszyźnie Konohy – Koharu, Homurze i Danzō. Jednak łamanie szyfru zajęłoby nawet specjalistom koło dwóch dni, więc tylko Ślimacza Księżniczka była w stanie w tym momencie pomóc, bo jedynie ona znała kod. 
Shizune biegła długim korytarzem wprost do jej biura, trzymając w dłoni otrzymaną wiadomość. Wpadła do gabinetu, w ostatniej chwili przytrzymując klamkę drzwi, aby uchronić je przed uderzeniem w ścianę. Yamato spisał się idealnie – w pomieszczeniu nie było prawie żadnych znaków po wczorajszym wydarzeniu; jedynie brak tynku w dwóch miejscach, pochlapana ściana oraz nieobecność wazonu mogły wskazywać na to, że coś się tu ostatnio działo. Oczywiście zauważyłby to wyłącznie stały gość i bardzo dobry obserwator. 
Shizune nie mogła jednak skupiać się wyłącznie na mankamentach pomieszczenia, gdyż musiała przekazać Tsunade potrzebne do analizy wyniki. Tak, kobieta czekała tylko na to, aby potwierdzić swoją tezę. Wstała już o piątej rano i zdążyła w większości opracować odtrutkę. Niestety, okazało się, że może zabraknąć jednego składnika, co za chwilę miała sprawdzić. Dlatego właśnie wezwała do siebie Kakashiego. Był on poniekąd zamieszany w sprawę, a czasu, jak na złość, brakowało. 
Stojąca w drzwiach z wyrazem szoku na twarzy Shizune pokręciła głową, jakby próbując odgonić od siebie złe myśli, po czym ruszyła powoli w stronę biurka, mijając po drodze przeszkodę i jednocześnie nie zaszczycając jej wzrokiem. 
– Już mam, pani Tsunade – powiedziała lekko zachrypniętym głosem. – Co mam teraz zrobić? 
– Dziękuję. Znajdź mi natychmiast książkę, którą przyniósł wczoraj Inoichi, to ta o wykorzystywaniu roślin do pokonywania blokad psychicznych w mózgu. Będzie mi potrzebna. 
Dziewczyna posłusznie podeszła do regału stojącego przy drzwiach, który jeszcze wczoraj wieczorem leżał na podłodze, i zaczęła przeglądać tytuły. Tsunade pochyliła się nad dwoma arkuszami, następnie użyła odpowiedniej techniki do odpieczętowania. Nikt się nie spodziewał tego, jak proste może okazać się hasło – imię pierwszego Kazekage. 
– Tak, miałam rację. Trzeba wymienić katsurę. Nie wszystkie wyniki się pokrywają. Gdy zastąpię ten składnik, powinno być dobrze... – mruczała pod nosem Piąta. 
W tym momencie do gabinetu wleciał mały, biały gołąb, który upuścił karteczkę na biurko, zatoczył kółko po pomieszczeniu i odfrunął. Hokage przeczytała wiadomość. Ściągnęła brwi. Był to liścik od Sakury. Gdy Haruno powróciła w nocy z misji, prawie od razu przystąpiła do pomocy w laboratorium, a dzisiaj rano badała Hinatę. Określiła, że lek powinien być podany do trzeciej w nocy, inaczej Hyūga umrze. Oznaczało to, że mają jedynie dwadzieścia godzin, aby ją uratować. 
– Kakashi! Masz natychmiast wyruszyć i odnaleźć kwiaty simotuke. Rosną w okolicach Doliny Wiecznego Krzyku. Rysunek znajdziesz w książce, której szuka Shizune. Najpóźniej za dziesięć godzin mam cię widzieć z powrotem! 
– Właśnie znalazłam – odparła młodsza kobieta, odwróciła się przodem do Hokage i wyrwała potrzebną stronę z opasłego woluminu. 
Mężczyzna, który nie odezwał się jeszcze ani jednym słowem, skinął głową. Skierował się do wyjścia. Zatrzymał się przy brunetce i, nie patrząc na nią, wziął kartkę z jej ręki. 
– Chyba musimy koniecznie pogadać – odparł tak spokojnym, cichym głosem, że dziewczynę przeszły ciarki. Przełknęła głośno ślinę. 
Kakashi, wciąż wpatrując się przed siebie, podszedł do drzwi i, zamykając je za sobą, opuścił pomieszczenie. 
– Shizune! Znajdź te składniki i zanieś do sali laboratoryjnej, gdzie przygotujemy odtrutkę. Następnie powiadom Sakurę, że ma opiekować się Hinatą do czasu, aż przyjdę. Nie ma chwili do stracenia. Lek jest teraz ważniejszy niż operacja. Wykonamy ją jutro, jeśli tylko... – Nie dokończyła. Spuściła wzrok na dokumenty, podpisała je szybko i podała towarzyszce. 
Przed oczami przewinął jej się obraz nieprzytomnej dziewczyny, Kiby, Hiashiego, a na końcu Nejiego. 
Cholera, musi mi się udać. 

~*~

Bezsenne noce zdarzały mu się często, lecz nigdy nie martwił się do tego stopnia, że nie mógł usiedzieć na miejscu, a jak na razie nic się nie działo. Najgorsze, że nie dało się uratować Hinaty bez wszystkich składników odtrutki. Pozostało czekać. 
Cholera. 
Walnął pięścią w ścianę. Nie mógł dłużej wytrzymać, musiał coś ze sobą zrobić. Wtedy go oświeciło. Wyciągnął z kieszeni karteczkę, na której były napisane tajemnicze liczby. Nie do końca je rozumiał.

08.01 – Hyūga H. 30/31 – 27.01-17.05 – B RhD+

Wiedział, że to tajemnica, którą był w stanie odkryć. Musiał tylko znaleźć odpowiednie księgi. Bez zastanowienia ruszył w stronę domowej biblioteki rodu Hyūga. Szedł po cichu przez korytarze, aby nikogo nie zbudzić. Dotarł do ogromnych, zdobionych drzwi. Pchnął je cicho, a jego oczom ukazało się wielkie pomieszczenie pełne półek z książkami. Wysokie do samego sufitu regały wydawały się mieścić tysiące zakurzonych woluminów. Światło księżyca padające przez podłużne okna na jeden, jedyny stolik wydawało się już wybrać Nejiemu miejsce, gdzie spokojnie spędzi resztę nocy. Podniósł niewielki świecznik, na którym widniał symbol jego klanu, następnie zaczął szukać działu z dokumentami, dziennikami oraz albumami swojej rodziny. Na szczęście posiadali cały regał pamiątkowych tworów, kronik i tym podobnych, dlatego chłopak nie musiał martwić się o brak pracy. Wziął kilka pierwszych z brzegu ksiąg o pokoleniu jego wuja, po czym skierował się do stolika. Usiadł na podłodze, po czym zaczął wertować opasłe, niektóre już pożółkłe tomy w nikłym świetle świecy odpędzającej mrok, poszukując choćby wzmianki o Hiashim i mając nadzieję trafić na datę, którą znalazł w dokumentach Konohy. 
Na karteczce, którą wziął ze sobą, widniało nazwisko i pierwsza litera imienia, czyli był pewny, że chodzi o jego wuja, ewentualnie ojca, na co wskazywała data ósmego stycznia. Na samym końcu podano zapewne grupę krwi, lecz nie miał pojęcia, co może oznaczać druga data i trzydzieści łamane na trzydzieści jeden. 
Oczywiście Neji był wytrwały, jednak zmęczenie w końcu dało o sobie znać. Gdy się obudził, podnosząc głowę z otwartej gdzieś po środku kroniki, spojrzał przez okno, widząc wschód słońca. Przyrzekł sobie, że nie zostawi tak tej sprawy. Odłożył woluminy na miejsce, a karteczkę zabrał ze sobą i postanowił iść coś zjeść. 
– Cześć, Hanabi. Znów robisz jedzenie sama? – przywitał się, wchodząc do kuchni i widząc młodszą kuzynkę, która właśnie przygotowywała kanapki. 
– Tak. Nie mam czasu na nic lepszego, bo idę do szpitala zobaczyć, co się dzieje z Hinatą, a śniadanie podadzą dopiero za godzinę. Bardzo się martwię, a tata wczoraj powiedział, że jej stan się pogorszył. Miałam ci to przekazać, ponieważ nigdzie nie mogłam cię znaleźć – odparła smutnym głosem. Chłopak widział ból w jej oczach. Brakowało jej siostry, której nie było w domu już od kilku dni. Prosto z misji trafiła do szpitala, a teraz jeszcze mogła nigdy z niego nie wyjść. 
– Wiesz co? Pójdę z tobą. – Posłał jej pokrzepiający uśmiech, po czym zaparzył herbatę. Nawet nie wiedział, jak wiele ten uśmiech w tamtym momencie znaczył dla Hanabi. 

~*~

– Cześć, Sakura! – krzyknęła Shizune, przechodząc koło młodej medyczki. W dłoniach trzymała wielkie pudło ze składnikami, które niosła do laboratorium. – Pani Tsunade kazała przekazać, że masz się zajmować Hinatą do czasu, aż sama tu przyjdzie. I nikogo do niej nie wpuszczaj, to zabronione! 
– Dobrze! Shizune, a co z operacją? – zapytała Sakura. Hinata była również dobrą koleżanką Haruno, a ta bardzo bała się o jej zdrowie. Gdy tylko zobaczyła na sali szpitalnej Hyūgę, zatrzęsła się z przerażenia. Dawała z siebie wszystko, aby pomóc w opiece nad nią. 
– Jeśli wszystko się powiedzie, zapewne odbędzie się jutro. 
Nie czekając na odpowiedź, Shizune ruszyła czym prędzej przed siebie. Gdy dotarła na miejsce, zauważyła cztery osoby mające pomóc podczas całego procesu opracowania odtrutki. Dziewczyna postawiła pudło na blacie, a reszta zabrała się za wyjmowanie potrzebnych ingrediencji oraz przygotowywanie: mycie, siekanie, krojenie, obieranie i tym podobne. Shizune usiadła na krzesełku, odetchnęła głęboko. Mało ostatnio sypiała, była przemęczona, głodna i zdenerwowana. To nie wróżyło nic dobrego. I jeszcze ten cholerny Kakashi! Jak mógł powiedzieć jej akurat dzisiaj, tuż przed tak ważną sprawą jak tworzenie odtrutki, że muszą porozmawiać! 
Drzwi otworzyły się, uderzając w ścianę z hukiem. Nikt nie musiał się odwracać, każdy wiedział, że to Tsunade. 
–  Shizune! Czy mamy wszystkie składniki? – zapytała. 
– Brakuje nam kwiatów simotuke, po które wysłałaś Kakashiego, a także skończył się zapas czarno-złotych chryzantem. 
– Ciężko je dostać, a nie mamy czasu... Żaden z mieszkańców Konohy raczej nie będzie ich miał, chyba że... – Kobieta zamyśliła się. Był ktoś, kto mógł im pomóc. Zostało jedynie dziewiętnaście godzin. – Shizune, sprowadź mi tu jak najszybciej Nejiego i Naruto! 

~*~

Neji wraz ze swoją kuzynką kierowali się właśnie w stronę szpitala. 
Nie wiedział, co stanie się z chorą i jak zareaguje Hanabi, jeśli stan Hinaty się pogorszył. Z jednej strony chciał być teraz przy młodszej kuzynce w szpitalu i wspierać – wiedział, jak to jest, gdy cierpi się w samotności. Z drugiej jednak wolał tego uniknąć, aby mała nie widziała czegoś, co na długo zapadnie jej w pamięci. 
– Neji! – Usłyszał krzyk dochodzący z prawej strony. Spojrzał w tym kierunku i zauważył biegnącego ku niemu Shikamaru oraz podążającego za nim Kibę. 
– Czego chcecie? – zapytał ponurym głosem. Nie był teraz w nastroju do rozmów. 
– Idziesz do szpitala? – zapytał Nara, a Hyūga jedynie kiwnął głową. – To dobrze się składa. Podobno Tsunade chce widzieć ciebie i Naruto. Shizune biegła właśnie do jego domu i pytała, czy cię gdzieś nie widzieliśmy. 
– Mnie? Przecież sama mówiła, że nie ma czasu na rozmowy. Ma chyba ważniejsze sprawy na głowie, niż wysyłanie nas na misje. – Chwycił Hanabi za ramię.  
– Podobno chodzi o składnik odtrutki dla Hinaty – rzekł Kiba, a młody Jōnin spojrzał przenikliwym wzrokiem na kolegę.  
– Odtrutki? 

~*~

Shizune wpadła jak strzała do gabinetu Tsunade, ciągnąc za rękaw niezasuniętej, pomarańczowej bluzy młodego, ociągającego się chłopca. Był rozczochrany i zaspany; wydawało się, jakby został dopiero co ściągnięty z łóżka bez uprzedzenia. Koszulkę włożył tył na przód, a jedna nogawka spodni była podwinięta wyżej niż druga. W ręku trzymał nadgryzioną kanapkę.
Gdy Shizune spojrzała na trójkę młodych mężczyzn znajdujących się w pomieszczeniu, odetchnęła z ulgą. 
– Kiba, Shikamaru, dzięki Bogu, znaleźliście Nejiego! – krzyknęła z ulgą. 
– Nie ma czasu na gadanie, macie misję, od której zależy życie waszej koleżanki. Pytania na końcu. – Tsunade zmroziła wzrokiem Naruto, który podniósł rękę, chcąc o coś zapytać. – Potrzebujemy czarno-złotej chryzantemy, aby przygotować odpowiedni lek. Niestety, ciężko ją dostać, a zostało jedynie osiemnaście godzin. Oczywiście samo tworzenie leku zajmie około godzinę, więc daję wam czas do drugiej w nocy najpóźniej. Ostrzegam, że jeśli się nie wyrobicie, poniesiecie surową karę. Pamiętajcie, że życie Hinaty wisi na włosku. Neji, kilka godzin drogi stąd mieszka twój daleki krewny. Myślę, że jest to najbliższe miejsce, gdzie można znaleźć potrzebny nam kwiat. Dlatego właśnie chcę cię przydzielić do tej misji. Mam nadzieję, że przekonasz tego starca, jako że jesteście spokrewnieni, aby nam pomógł. Niestety, jest on skąpcem, wiec nawet pieniądze mogą nie pomóc. Z tego powodu zawołałam również Naturo. Jeśli dobrze pamiętam, byłeś kiedyś u tego mężczyzny na misji, po której bardzo cię chwalił i był wdzięczny za pomoc. Pomożesz Nejiemu, jest kapitanem. Jeśli chodzi o Shikamaru, wie, jak wygląda i pachnie ta roślina – dopilnuje, żebyście nie zostali oszukani. Kiba, ciebie proszę o zajęcie się Hanabi, najlepiej odprowadź ją do domu i powiedz, że wizyta u jej siostry jest na chwilę obecną niemożliwa. Dziewczynka czeka na korytarzu. Następnie przekaż panu Hiashiemu tę wiadomość. – Tsunade podała chłopcu zwój pergaminu przypieczętowany przez nią samą. – Shizune, czy znalazłaś mapę z drogą do mieszkania Tetsu? 
– Oczywiście. 
– Co chciałeś, Naruto? – zapytała Hokage, która zgodziła się wreszcie odpowiedzieć na pytanie Uzumakiego, wciąż trzymającego rękę w górze. 
– A mogę chociaż zjeść trzecie śniadanie? Burczy mi w brzuchu! – Chłopak złapał się w miejscu, gdzie miał żołądek i lekko zgiął w pół z grymasem na twarzy. 
– Nie ma mowy! Czy ty w ogóle słuchałeś tego, co ja powiedziałam?! – wrzasnęła Tsunade, wstając z miejsca. – Weźmiesz sobie coś na drogę. 
– Głupia baba, a tak marzy mi się teraz miska pysznego ramen od pana... 
Kobieta nie dała mu skończyć. Poczuł silne uderzenie w prawy policzek, a po chwili wylądował na ścianie znajdującej się sekundę wcześniej za jego plecami. Był tak zaspany i głodny, że zapomniał o miażdżącej sile Ślimaczej Księżniczki, choć do tego ciosu niewiele jej użyła. 
– Wynocha! Macie wrócić najpóźniej punkt druga, zrozumiano?! 
Shikamaru wyrwał w błyskawicznym tempie mapę z rąk Shizune i razem z resztą chłopców czym prędzej opuścił gabinet. 
– No, pani Tsunade, chyba ponownie trzeba będzie naprawić ścianę. Po uderzeniu Naruto posypał się tynk – rzekła Shizune, a jej rozmówczyni tylko głęboko westchnęła. 

~*~

Podczas gdy Neji, Naruto i Shikamaru ruszyli w stronę miejsca zamieszkania pana Tetsu, Kakashi błądził po Dolinie Wiecznego Krzyku z kartką z rysunkiem w dłoni, szukając kwiatu simotuke. Dolina ta nazywała się tak, ponieważ wokół niej rozciągały się wysokie klify, a gdy ktoś się odezwał, choćby był to tylko cichy szept, zdeformowane echo jego głosu odbijało się w dolinie przez wiele godzin. Co dziwniejsze, działało to wyłącznie na ludzkie głosy, więc odgłos kroków, łamanej gałęzi czy też zabijanego przez drapieżnika zwierzęcia zanikał bez śladu w głuchej ciszy. Niewielu śmiałków zapuszczało się do tego miejsca, a to za sprawą pewnej rośliny. Wydzielała ona trujący zapach, który szybko zabijał ludzi. Umierali w strasznych męczarniach, potwornie krzycząc. Echo ich głosów odbijało się przez długi czas, tak właśnie powstała nazwa tego rejonu. Legenda mówi, że osoba, która wyjdzie z doliny bez szwanku, dostaje oświecenia i podejmuje właściwą decyzję na dany temat, jeśli ma jakiś problem. Co gorsze, w tym miejscu ninja nie mogli używać technik, gdyż po prostu nie działały z powodu zaburzenia rytmu czakry.
Kakashi jednak nie wierzył w bajki i mimo tego, że cały czas miał mnóstwo problemów, jeden najważniejszy nie dawał mu spokoju. Był jednak pewny, że włóczenie się po Dolinie Wiecznego Krzyku nie pomoże mu w podjęciu decyzji. Wręcz przeciwnie: strasznie irytowało go to, że jeśli będzie nieuważny, w każdej chwili może zostać zabity przez truciznę oraz zostawić tyle niedokończonych spraw. Przez niego nie ukończą leku dla Hinaty i wszystkich zawiedzie. Nie, to niemożliwe. Hatake był zawodowcem. Lata w ANBU pomogły mu znaleźć sens istnienia, sposoby rozwiązywania problemów oraz pokonywać strach. Nie mógł więc zrozumieć, jak to się stało, że męczyło go coś, co nie pozwalało mu utrzymać zimnej krwi. Gdy myślał o tym wszystkim, wypełniały go strach i niezrozumienie, ale także dezorientacja. 
Nagle zauważył simotuke. Kwiatostan typu baldach tworzyły malutkie, różowe kwiatki z czarnymi pręcikami. Delikatne listki w kształcie łezki układały swego rodzaju ochronę przed owadami dla pąków wydzielających słodką, zachęcającą woń. Roślina była niemal identyczna z tą, która widniała na kartce. Niestety, rosła pośród innych – tych, które wytwarzały truciznę. Zerwanie simotuke wydawało się niemal niemożliwe – był pewny, że nie da rady wstrzymać oddechu na tak długo, aby przecisnąć się, zdobyć składnik leku i wyjść poza niebezpieczny obszar. Prędzej zaplątałby się w pędy lub nie dotarłby na czas, gdyby musiał uważać na drogę, żeby ominąć przeszkody. 
Po chwili zastanowienia spróbował wykonać obie czynności na raz, zachowując umiar. Wydawało się, że to wyjście to złoty środek. Umiejętnie i dość szybko prześliznął się między pnączami, zręcznie okrążając trujące rośliny, kunaiem przeciął łodygę, chwycił kwiat, a następnie zawrócił. Niestety, trzymając roślinę, miał zajętą jedną rękę, więc przemieszczanie się było nieco trudniejsze. Wiedział, że już dłużej nie wytrzyma. Wypuścił powietrze z ust, starając się nie oddychać, niestety, organizm potrzebował tlenu. Już po kilku chwilach zrobiło mu się słabo, a w głowie zaczęło kręcić. 
Cholera, miałem tak wiele czasu na podjęcie ważnych decyzji, tyle dylematów, których nie mogłem rozstrzygnąć... Wybór nie był wcale tak trudny. 
Nagle wszystko wydało mu się o wiele prostsze. Wiedział już, jakie podjąłby decyzje, gdyby dane mu było przeżyć. Dziwił się, że dotarło to do niego dopiero teraz. Trzymając się więc nadziei, że może naprawić błąd, który popełnił, oraz zastanawiając, ile jeszcze musi przejść, by wydostać się z oparów, posuwał się cały czas do przodu, mimo że opadał z sił. Każdy krok robił coraz mniejszy. W pewnej chwili, gdy był już na skraju wyczerpania, niemal czołgając się na kolanach, poczuł niesamowitą zmianę, jakby ktoś w ciasnym, dusznym pomieszczeniu nagle otworzył na oścież okno, wpuszczając świeże powietrze. 
Mężczyzna westchnął z ulgą, spojrzał na kwiat, który trzymał w dłoni i po paru chwilach, gdy wróciły mu siły, a oddech się unormował, ruszył w drogę powrotną. Sądząc po wysokości słońca, zostało mu około trzech godzin do siedemnastej. Powinien zdążyć dojść do Wioski Liścia. Mimo wszystko był w lekkim w szoku, że krążył po Dolinie Wiecznego Krzyku ponad cztery godziny. We wszechogarniającej ciszy stracił poczucie czasu. 
Stanął na szczycie klifu i spojrzał w dół, zastanawiając się.
Może jednak legenda jest prawdziwa? 
W końcu znalazł odpowiedź na pytanie, które wcześniej go nurtowało. 
Jaki ja byłem głupi. 
Ruszył na zachód, zostawiając za sobą wątpliwości. 

~*~

Młodzieńcy dotarli na miejsce po kilku godzinach. Ujrzeli niewielki, drewniany domek, duży ogródek i płotek z białymi, obskurnymi już sztachetami. Przy nim rosły kolorowe kwiaty, a na drzewach widać było ptaki zajadające owoce oraz ćwierkające wesoło. Niestety, ich humoru nie podzielał żaden z chłopców, może oprócz Naruto. Co prawda nie śmiał się na głos, jednak rozglądał dookoła z zainteresowaniem, szczerząc zęby na widok wielobarwnych motyli i brzęczących pszczół. Wspomniał wcześniejszą wizytę tutaj i stwierdził, że nic się nie zmieniło od ostatniego razu. 
Shikamaru był zamyślony. Rozważał intensywnie, jak rozegrać spotkanie, aby Tetsu pozwolił im zabrać ze sobą rzadki okaz rośliny, której potrzebują. Podobno mężczyzna był strasznie zrzędliwym egoistą, więc mogło nie być to takie proste. Jak dobrze, że Naruto już wcześniej go poznał i wiedział, jak się zachować w jego towarzystwie, a przynajmniej powinien wiedzieć. Jeśli ten kretyn wszystko zepsuje... Nara wolał nawet nie myśleć o konsekwencjach głupoty Uzumakiego. 
Neji za to był zdenerwowany. Nie pokazywał tego, ale skupienie na twarzy i ściągnięte brwi świadczyły o tym, że w środku gotuje się ze złości. A kto był powodem tego uczucia? On sam. Teraz od niego tak naprawdę zależało, czy Hinata przeżyje. Gdyby nie pozwolił jej iść bez siebie na tę misję, gdyby tylko ją ochronił, nigdy by się to nie przydarzyło. 
Zacisnął dłonie w pięści i przeszedł za Naruto przez furtkę, kierując się w stronę drzwi posiadłości. Zapukał, czekając na reakcję. W tym czasie Shikamaru szepnął do Uzumakiego, żeby się nie wychylał i uważał na słowa. 
– Dzień dobry – powiedział Nara, gdy drzwi się otworzyły, a w progu stanął niewysoki mężczyzna koło pięćdziesiątki. Miał na sobie żółtą koszulę, ogrodniczki i słomiany kapelusz na głowie, spod którego wystawały mocno siwe już włosy. Omiótł przybyszy wzrokiem godnym szaleńca.
– Czego chcecie? – warknął niezadowolony mężczyzna. Widać było, że nie jest zbyt towarzyski. Nic dziwnego, że mieszkał sam na odludziu. Z drugiej jednak strony musiał być pracowity, skoro w pojedynkę zajmował się rolnictwem i pięknym ogrodem. Hyūga rozglądał się uważnie po podwórzu, lecz nie zauważył nigdzie poszukiwanej przez nich rośliny. 
– Cześć, staruszku! – wykrzyknął Uzumaki, unosząc ręce w górę w geście radości. – Jak tam twoje pomidory? 
Shikamaru zakrył otwartą dłonią oczy, przeniósł ją wyżej i potarł nią czoło. Co robić? Ten idiota wszystko zepsuje! 
– Och, to ty, szczeniaku. Pomidory żyją i mają się świetnie. Może chcesz kanapkę, żeby spróbować? – zaproponował starszy pan mniej zgryźliwym tonem. Pozostała dwójka zdziwiła się, słysząc ich rozmowę. 
– Bardzo chętnie! Och, zapomniałbym, to są Shikamaru i Neji, moi przyjaciele. Czy też mogą wejść? 
– Hmm... – zastanowił się mężczyzna. Nie był zadowolony z tego pomysłu, ale westchnął. – Dobra, niech będzie. Właźcie. Ale oni nie dostaną kanapek. 
Wszyscy przeszli do niewielkiej kuchni i zajęli miejsca przy stole. Tetsu zaczął przygotowywać jedzenie dla Naruto, a reszta pogrążyła się w ciszy, rozglądając się wokół. Pomieszczenie nie było wielkie. Kilka szafek, lodówka i stół otoczony krzesłami. Parapet okna zdobiły jednak potężne donice z kwiatami, a na jednej z półek znajdował się koszyczek pełen torebeczek z nasionami. 
Wreszcie Neji postanowił się odezwać. 
– Nie wiem, czy zdaje sobie pan sprawę, ale jesteśmy rodziną. Pochodzę z klanu Hyūga i potrzebuję pańskiej pomocy. 
Mężczyzna jedynie sarknął i zignorował młodzieńca. Skończył przygotowywać posiłek, zalał cztery kubki herbaty, a następnie postawił wszystko na stole. Usiadł koło Naruto, po czym zaczął wypytywać go o błahostki, jak ulubione potrawy warzywne i najlepsze odmiany sałaty. Chłopak z przyjemnością rozmawiał ze starszym panem, co jakiś czas zadając pytania również jemu. Po skończonym posiłku Tetsu posprzątał, po czym usiadł ponownie i westchnął. 
– Zdaje się, że masz do mnie jakąś sprawę, szczeniaku – zwrócił się do Naruto. 
– Tak, mam do pana prośbę, ale może lepiej wyjaśni to mój przyjaciel. – Uzumaki obrzucił Nejiego znaczącym spojrzeniem. 
– Jak już mówiłem, jesteśmy spokrewnieni. Moja kuzynka, Hinata, została zraniona podczas misji, a do jej krwi przeniknęła trucizna. Okazało się, że nie mamy zbyt dużo czasu – potrzebujemy odtrutki. Brakuje nam jeszcze kwiatu czarno-złotej chryzantemy i jest pan jedyną osobą, która może nam w tym momencie pomóc. Hinata to również moja, znaczy się, nasza, przyjaciółka i bardzo pragniemy ją wyleczyć. – Neji złożył dłonie i zaczął przygryzać dolną wargę. Ninja nie powinien okazywać uczuć, ale w tamtym momencie ważyły się losy Hinaty. W nosie miał zasady, nie było czasu, żeby się maskować. 
– Oczywiście jesteśmy skłonni zapłacić, pomóc, cokolwiek. O godzinie pierwszej w nocy musimy być z powrotem w Wiosce Liścia, żeby zdążyć na czas, a jest już późne popołudnie – dodał Shikamaru, patrząc przez okno na zniżające się ku horyzontowi słońce. Zostało im niewiele czasu. 
– Nie ma mowy. To nie moja sprawa, nie obchodzą mnie inni ludzie! Mam swoje problemy. Niepotrzebnie tu przychodziliście. Skoro ona, głupia, wybrała sobie życie shinobi, musiała się liczyć z konsekwencjami. A teraz proszę opuścić mój dom! 
– Staruszku, prosimy! Pomóż nam, jesteś naszą ostatnią nadzieją! – błagał Naruto. Wstał z krzesła, klęknął na podłodze i ukłonił się przez mężczyzną. – Zrobię wszystko, co tylko chcesz! Zapłacimy, pomogę ci sadzić pomidory, skoszę trawnik, wypielę kwiatki, tylko uratuj Hinatę! 
Tetsu zauważył łzy w oczach Uzumakiego, widział jego błagalne spojrzenie. Miał u niego także dług wdzięczności za pomoc. Mimo zapłaty, czuł, że powinien zrobić coś jeszcze. Spojrzał na jego towarzyszy, którzy z grobowymi minami wpatrywali się w swoje buty. 
Westchnął. 
– Za mną. 

~*~



11 komentarzy:

  1. Dlaczego Naruto jest takim głupkiem? xD
    Chyba tylko raz było widziałam opowiadanie z Naruto, który przejawia przebłyski inteligencji xD
    No, ale mniejsza z tym.
    Hinatka nie umrze. Na pewno nie umrze. W końcu NejiHina bez Hinaty to raczej przyszłości nie ma ;d
    Wybacz, że takie gówna piszę, ale w końcu piątek, niedawno wróciłam i nic mi się nie chce ;-; A poza tym to wcześniej przeczytałam, a jak od razu nie napiszę, to potem nie wiem o czym to było, i jeszcze pierwsza jestem to w ogóle jupikajej xd
    Powiem ci, że Neji jest słodki. Choć w anime za nim nie przepadam to tu jest opiekuńczy i taki no faajny po prostu ^^
    A tak zupełnie z innej beczki, to wydaję mi się, że Shizune jest w ciąży ;oo Na szczęśliwego tatusia obstawiam Kakasia. Mojego Szarusia .< I muszę ci powiedzieć, że zainteresowałaś mnie jak cholera, więc spodziewaj się spamu, jak będzie trzeba długo czekać ;3)
    Do następnego i weny ;33
    I przepraszam, że musisz to czytać xD
    Znaczy nie musisz, ale z góry zakładam, ze przeczytasz, więc sorki wielkie, ale w piątki nie myślę ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejs, dziękuję za komentarz :D
      Naruto w anime na początku 2 serii jeszcze nie przejawiał aż takiej inteligencji, z biegiem zdarzeń zmieni się, uwierz :)
      Neji miał taki być. Chcę go pokazać właśnie jako opiekuńczego, lecz ukrywającego to pod maską. W którymś fillerze było ładnie pokazane, jak uratował Hinatę, gdy ją porwano. Będzie to ukazane we wspomnieniach w którymś z bliższych rozdziałów ;)
      Tym razem naprawdę mam nadzieję, że napiszę rozdział wcześniej, w końcu zbliżają się wakacje, co oznacza więcej wolnego czasu...
      W sumie siódemki jeszcze nie zaczęłam, ale wiem, co mam teraz opisać, także powinno pójść łatwiej, niż z szóstką ;)

      Usuń
  2. Cudowny blog! Kocham Cię normalnie, bo jest o NejiHina :) Jestem ciekawa co dzieje się między Kakashim i Shizune. Ja też myśle, że jest w ciąży. Naruto choć go bardzo lubie to uważam, że jest tu strasznym debilem xD Ciesze się, że Kakashiemu udało się znaleźć kwiatek, nie zginąć i przy okazji rozwiać swoje wątpliwości. Ciekawi mnie to czego szukał Neji w bibliotece (nie umiem się domyślić). Niedobry staruszek >.< Jak może go nie obchodzić życie Hinaty?! No ale pomógł wreszcie ^^ Mam nadzieje, że uratują Hinate i że dodasz szybko rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naruto jest tak kreowany specjalnie :) nie zapominajmy, że akcja dzieje się na początku Shippuudena, gdzie jeszcze taki był w większości scen, pierwszy rozdział zresztą wzorowałam na anime :) Z czasem będzie się to zmieniać i zacznie dojrzewać. Kakashi jest niby postacią drugoplanową, ale tak go uwielbiam, że gra znaczącą rolę :D A Neji... właśnie rozpoczął główny wątek opowiadania i musi odkryć pewną tajemnicę.
      Dziękuję za komentarz! <3

      Usuń
  3. Właśnie, kiedy kolejny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział jest napisany w 70% :) Nie zapomniałam o opowiadaniu, tego możecie być pewni. Po prostu w czerwcu zawaliła mnie szkoła, a teraz, w wakacje, praca i wyjazdy. Dzisiaj pędzę na festy, a jutro wyjeżdżam na jakieś trzy-cztery dni. Zostało mi tylko do opisania wspomnienie, potem beta i wrzucam rozdział a postaram się to zrobić w przeciągu tygodnia :D

      Usuń
    2. EDIT: Dzięki tym komentarzom, złapałam wenę i mam już większość wspomnienia, także myślę, że tak 88% napisałam :)

      Usuń
  4. Hejka. Przypadkowo wpadłam na twojego bloga. Bardzo mi się spodobał. Widzę, że specjalnie nie zmieniłaś charakterów postaci. Ciekawy wątek, NejiHina to bardzo rzadko spotykany paring. Fajnie że skupiasz się konkretnie na danym paringu, a nie lejesz wodę. Masz bardzo ładny szablon. Czekam na kolejny rozdział. Śle wenę.
    Nati-chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Rozdział gotowy, leży u bety, chciałabym jutro wrzucić, ale zobaczymy jak wyjdzie. Trzymaj kciuki, a wenę łapię i nie puszczam, żeby ósemkę wrzucić w sierpniu!

      Usuń
  5. Wiesz jestem okropna. Najpierw na ciebie krzyczę, tylko po to żeby się później nie pojawiać przez dłuższy czas . Przepraszam. No dobra teraz rozdział. Moja teoria wraca do żywych- zgadzam się z Yuki w sprawie Shizune.
    Zły starszy pan o wrrrr....
    Naruto mnie dobił- w pozytywnym znaczeniu, świetnie przedstawiłaś jego idiotyzm.
    A tak zmieniając temat ,to czego ten Neji właściwie szukał? Jakieś cyferki kurcze.
    Z niecierpliwością czekam na next i przepraszam ponownie, tym razem za brak ładu w komentarzu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neji szukał odpowiedzi na to, co znalazł w papierach Shizune. Coś mu się nie zgadzało, a jest to początek głównego wątku opowiadania :) Następny rozdział już jest opublikowany, zapraszam ;d

      Usuń

Niah | Akinese | Credits: X, X