4/25/2017

IX. Enigma

„W ciszy tęskni się najmocniej”.
– Kamila Kampa


Neji patrzył, jak Tsunade pociera palcami skronie, mrużąc oczy. Shizune ziewnęła, zatykając usta dłonią, po czym pogłaskała świnkę Tonton, posyłając jej słaby uśmiech. Kobieta miała podkrążone oczy i rozczochrane włosy, nie mówiąc o braku makijażu. 
– Jutro powinna się obudzić. Tylko proszę, Neji, nie męcz jej. Potrzebuje bardzo dużo odpoczynku. 
– Tak jest. Dziękuję. Cieszę się, że wczorajsza operacja się powiodła. 
Chłopak skłonił się i opuścił gabinet.
– Hiashi ma za długi język. Prosiłam, aby nie mówił Nejiemu od razu o wyniku zabiegu. Pół nocy nie spałam, a tu nawet chwili spokoju z rana… – Tsunade mamrotała pod nosem, kręcąc głową. 
– Jakieś wieści od Kakashiego? – zapytała Shizune, nie odwracając wzroku od spacerującej po gabinecie świnki. Różowa sukienka idealnie współgrała z fioletowymi koralami zwierzaka. 
Nawet Tonton wygląda dzisiaj lepiej ode mnie. 
– Wyruszył wczoraj, minęło dopiero kilka godzin. To mało możliwe, by cokolwiek się wydarzyło w tak krótkim czasie. A nawiązując do Kakashiego, możesz przynieść mi raporty z jego ostatniej misji? Shizune? Shizune! 
– Przepraszam! Tak, już przynoszę. 
Kobieta wyszła, wracając po chwili z odpowiednią teczką. Podała ją Tsunade i potarła czoło. Zakręciło jej się w głowie, zaczerpnęła głęboko powietrze, przytrzymując się blatu. Poczuła dreszcze i wydawało się, że nie da rady oddychać. Po chwili wszystko ustąpiło. Świat przestał wirować, wzrok się wyostrzył i spostrzegła, że Hokage trzyma ją za ramiona i coś do niej mówi. 
– Jest w porządku, naprawdę... – wyszeptała, próbując unormować oddech. 
– Nie byłabym taka pewna. Co się z tobą dzieje, Shizune? Spałaś w ogóle tej nocy? Idź do domu, połóż się. Poradzę sobie jeden dzień bez ciebie. 
– Ale… 
– To jest rozkaz. 
Ton Ślimaczej Księżniczki świadczył o tym, że nie przyjmuje ona sprzeciwu. Shizune pokiwała głową, po czym skierowała się do drzwi. 
– Poproszę Akihito, żeby cię odprowadził. 

~*~

Neji skierował swoje kroki prosto do rodowej biblioteki. Czuł, że coś przegapił, czegoś nie odkrył. Myśl o skrawku z danymi, które znalazł w pokoju Tsunade, wciąż go dręczyła. Teraz, po operacji, gdy chłopak był pewny, że życie Hinaty nie jest już zagrożone, mógł w spokoju wrócić do szukania informacji. Zebrał z pokrytych kurzem półek kilka pozycji, usiadł w fotelu i zaczął wertować po kolei kartki, starając się zapamiętać jak najwięcej informacji i połączyć z tajemnym kodem zapisanym na skrawku. 

27.01-17.05 – Hyūga H. 30/31 – B RhD+

Co może znaczyć ta cholerna data? 
Neji odłożył czwarty egzemplarz na stolik obok, po czym doszedł do wniosku, że musi odetchnąć świeżym powietrzem. Wstał, kierując swe kroki do pokoju. Przebrał się i stwierdził, że najwyższy czas na trening. Miał prawie godzinę do spotkania z drużyną, więc postanowił zrobić rozgrzewkę. Zaczął od truchtu, lecz już po chwili musiał przerwać. 
– Neji! Neji! Znalazłem cię! 
Chłopak przystanął, przymknął oczy i westchnął. 
– Witaj, Naruto. 
– Podobno byłeś dzisiaj u babuni. I co? I co? Co ci powiedziała? 
– Już po operacji, Hinata wyjdzie z tego, lecz musi odpoczywać. Wiesz, co to znaczy? 
– Że niedługo będę mógł zabrać ją na ramen! Fantastycznie! – Chłopak wyszczerzył zęby i uniósł ręce w geście radości. 
– To oznacza, że w najbliższym czasie masz się do niej nie zbliżać. Musi wypocząć i dojść do siebie. Jest wyczerpana. Wątpię, by miała siłę spacerować wśród tłumu ulicami Konohy, ledwo stojąc na nogach. 
Neji odwrócił się i pobiegł przed siebie. 
– Ej, zaczekaj! Nie bądź zazdrosny! 
Naruto próbował go dogonić, lecz ten zniknął już wśród drzew w pobliskim parku. 
Gdy Drużyna Jedenasta zebrała się na wspólny trening, Guy powitał ich bardzo entuzjastycznie, co Lee natychmiast powtórzył. Neji nie miał jednak ochoty na rozmowę. To, co go zaskoczyło, to zachowanie Tenten. Unikała go. Nie spojrzała ani razu, nie odezwała się, nie porozmawiała. 
– Zaczniemy od krótkiej rozgrzewki i paru ćwiczeń na koordynację. Następnie przejdziemy do walki w parach. Lee, możesz dzisiaj prowadzić? – Guy zwrócił się do Rocka, puszczając mu oczko. 
– Oczywiście! Biegiem, róbcie to co ja! 
Neji przewrócił oczami, widząc jego entuzjazm, lecz posłusznie wykonywał polecenia. Stwierdził, że przyda mu się odrobina rutyny. Teraz, gdy wszystko powoli wracało do normy, miał nadzieję, że zazna spokoju, oddając się treningom. 
Po dwóch godzinach wyczerpujących ćwiczeń (Lee błagał o więcej!) ustalono porządek walk. Na początku Tenten mierzyła się z Lee, następnie wygrany z Nejim, a na koniec ostatnia para. Tak więc Hyūga obserwował zmagania dwójki przyjaciół, siedząc na trawie i skubiąc źdźbła trawy. 
Lee wykonuje coraz szybsze ruchy. Jego treningi przynoszą efekty. Jest szybki, dużo szybszy od Tenten. Wygra tę potyczkę. 
Neji prawidłowo przewidział wynik walki. Gdy Tenten próbowała wyprowadzić cios, Rock schylił się i uderzył w kolano. Dziewczyna straciła równowagę i runęła na ziemię. Chciała się podnieść, lecz wyprowadził kolejne ciosy, wygrywając. 
– Brawo, Lee! Byłeś szybki! Tenten, świetne wyprowadzenie. Brakuje ci jednak dynamiki. Musisz poćwiczyć nad szybkością. Odpocznij chwilę – powiedział Guy, po czym odwrócił się do drugiego podopiecznego. – Neji, zapraszam cię.
– Lee, wiesz, że twoje szanse na wygraną są małe, a po walce z Tenten jeszcze mniejsze? Może chcesz odpocząć? – zapytał Hyūga. 
– Poradzę sobie. Zaczynajmy. 
Choć Lee dawał z siebie wszystko, Neji był lepszy. Szybszy. Zwinniejszy. Przedłużał walkę, chcąc zmotywować kolegę, pokazując, że ma jakieś szanse. Nie miał żadnych. 
Wyładowywał złość, napięcie, wszystkie emocje, które ostatnio w nim buzowały, skrywane pod maską obojętności. 
Za długo to trwa. 
Wyprowadził serię ciosów techniki Miękkiej Pięści, powalając Lee na ziemię. 
– Odbyliście świetną walkę, moi drodzy. Gratulacje, Neji! Teraz czas na ostatnią walkę! – Guy był wyraźnie podekscytowany. 
Neji przewrócił oczami i skierował swój wzrok w stronę Tenten. Podeszła, skłonili się i w tym momencie dojrzał delikatny uśmiech na jej twarzy. Rozpoczęli serię ciosów, uników, piruetów i przewrotów. Neji starał się napierać na dziewczynę, zbliżyć, lecz ona ciągle się wycofywała. Atakowała i uciekała. Zacisnął mocniej pięści i zmrużył oczy. Nigdy nie walczyła takim stylem. Wykonał salto, by zajść ją od tyłu. Udało się. Gdy się odwracała, podciął jej nogi, przez co wylądowała na ziemi. Pociągnęła go jednak za sobą, więc wylądował obok na kolanach. I tak nie zmieniało to faktu, że ponownie wygrał. 
Guy zagwizdał na palcach, co oznaczało koniec walki, jednakże Tenten nagle rzuciła się na Nejiego, a zrobiła to tak niespodziewanie, że chłopak wylądował plecami na ziemi, wciąż ciężko dysząc. Dziewczyna siedziała na nim okrakiem, a jej twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko jego twarzy. Krople potu spływały po nich powoli, klatki piersiowe ruszały się w szybkim tempie, a oczy wpatrywały się w siebie, niczym w dziwnym transie.
– Jeszcze nie przegrałam, Neji – wyszeptała, po czym zeszła z niego, jak gdyby nigdy nic. 

~*~

Mimo ogromnego zmęczenia, Shizune nie mogła zasnąć. Przekręcała się z boku na bok, wtulając twarz w poduszkę. Już nie była rozdarta wewnętrznie. Była spokojna. Tak cholernie spokojna, że nawet ją samą to przerażało. 
Czego mogła się spodziewać? Przecież tego chciała. Wyrzucić to z siebie. Żeby wiedział. Chciała zobaczyć jego reakcję. Widzieć jego złość, słyszeć krzyk, płakać z bezsilności, cokolwiek. Nie spodziewała się tego, co się wydarzyło. To tak bardzo nie pasowało do jej wyobrażeń. 
Oplotła palcami włosy, zaciskając powieki. 
Przerabiała wcześniej w głowie miliony scenariuszy, jak może zakończyć się ta rozmowa, ale nie była przygotowana na takie zachowanie. 

– Jestem w ciąży. 
Cisza, jaka nastała, sprawiła, że powietrze zrobiło się cięższe. To milczenie doprowadzało kobietę do szału. Nie mogła, nie umiała tak dłużej. Zamknęła oczy i spuściła głowę. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, więc stała i czekała, aż usłyszy wybuch złości, trzask zamykanych drzwi lub odgłos krzesła łamiącego się pod wpływem uderzenia. 
Odpowiadała jej cisza. 
Jedyne, co poczuła, to jak mężczyzna bierze ją w swoje silne ramiona i mocno przytula. Szlochała w jego koszulę, będąc jednocześnie zaskoczona i oszołomiona. 
– Damy sobie radę. Nie zostawię cię. 
Pocałował ją w czoło, a ona wreszcie poczuła się bezpiecznie. 

Wróci. Niedługo wróci, przecież jej obiecał. 

~*~

Neji wertował opasłe tomiszcza już od paru godzin. Historie członków rodu, pochodzenie, misje, a nawet etapy powstawania ich posiadłości były opisywane krok po kroku, jednak chłopak nie mógł znaleźć nic, co wydawałoby się potrzebne do rozwiązania zagadki. 
Wziął do ręki następną księgę ze spisem urodzeń poszczególnych członków klanu. Każdy miał oddzielną kartę poświęconą jego osobie. Były tam podstawowe dane i chłopak już miał brać się za kolejny tom, gdy coś przykuło jego uwagę. 
Dojrzał przyporządkowane grupy krwi. 

Hizashi 08.01 – B RhD+ 
Hiashi 08.01 – B RhD+
Hikari 8.10 – 0 RhD+ 
Hoheto 12.07 – B RhD+
Iroha 17.10 – 0 RhC+
Kō 01.09 – A RhC-
Neji 03.07 – 0 RhD+
Hinata 27.12 – A RhD+
Hanabi 27.03 – B RhD+

Neji wstał jak oparzony, podbiegł do regału z książkami i zaczął szukać odpowiedniej pozycji. Wreszcie wyciągnął oprawioną w czerwoną skórę – starą, trochę poplamioną, zakurzoną książkę i szybko zaczął przeglądać. Zatrzymał się na stronie z tabelą dziedziczenia grup krwi, przeanalizował ją i porównał do rejestru. 
Nic z tego nie rozumiał. 

~*~

Dzień był wietrzny, lecz słoneczny. Neji przeciągnął się i zmrużył oczy. Przeklął promienie wpadające przez jego okno. Po porannej toalecie i szybkim śniadaniu udał się na trening. Miał zamiar skończyć go jak najszybciej, aby móc jeszcze przed południem zająć się dalszym szukaniem informacji. 
Przeglądał kolejne księgi i rejestry w poszukiwaniu czegoś istotnego, lecz na próżno. 
– Coś się stało, Hanabi? – zapytał, nie odwracając się. 
Wyczuł obecność młodszej kuzynki już jakiś czas temu. Stała oparta o framugę drzwi i przyglądała mu się z rękami założonymi na piersi. 
– Ostatnio spędzasz tu sporo czasu, Neji. Szukasz czegoś konkretnego? Coś się stało? 
Podeszła bliżej, próbując zajrzeć do otwartego tomu. Neji zamknął księgę i odłożył ją na półkę, po czym pierwszy raz zwrócił wzrok na Hanabi. 
– Przejdźmy się do szpitala. 
Hanabi nie protestowała. Tajemnicze zachowanie kuzyna było dla niej codziennością, mimo wszystko troska nie dała za wygraną. 
– Jeśli dzieje się coś złego, możesz mi powiedzieć. Chodzi o Hinatę? Jest chora? Masz jakieś nowe wieści? 
– Chodźmy. Nie dzieje się nic złego, zaufaj mi. 
Westchnęła. 
Wchodząc po schodach szpitala Neji czuł narastające bicie serca i suchość w gardle Nigdzie nie mogli znaleźć Shizune, lecz zastępująca ją medyczka pozwoliła im odwiedzić Hinatę. Nie była jednak skłonna do udzielania jakichkolwiek informacji. Gdy nadepnął już ostatni schodek, czuł, jakby jego serce miało wyskoczyć z piersi. Podszedł do drzwi sali, spojrzał przez szybę i ujrzał nieprzytomną dziewczynę. 
Więc jeszcze się nie wybudziła. 
Oddychała miarowo leżąc na plecach z lekko rozchylonymi ustami, a obok, na krześle, siedział mężczyzna, ściskający delikatnie jej drobną dłoń. 
Hiashi odwrócił się i spojrzał na dwójkę za szybą, skinieniem głowy zapraszając ich do środka. Gdy weszli i stanęli przy łóżku, Hanabi rzekła: 
– Nie martw się, ojcze. Już niedługo się wybudzi. Znów wszystko będzie jak dawniej. 
Hiashi uniósł lekko kąciki ust do góry, po czym przeniósł wzrok na Nejiego. Wzrok, który wiele mówił. Chłopak przypomniał sobie rozmowę z wujem w parku. 
O nie, nie będzie jak dawniej. Od teraz wiele się zmieni. 

~*~

Przemierzając tereny Kraju Dźwięku, Kakashi zachwycał się jego urodą. Piękne łąki, lasy, ryżowe pola uprawne i błękitna tafla wody jezior zachwycały oko. Hatake kochał przyrodę, lubił obserwować zmianę pogody, pracujących na roli ludzi i pojawiające się tu i ówdzie zwierzęta. Nie był pewny, czy chciałby wieść spokojne życie jak tutejsi mieszkańcy, nie potrafiąc walczyć i poświęcać swojego życia w obronie innych. Czasami zastanawiał się, co mógłby robić, nie będąc ninja. Oddał się swej pracy całkowicie i nie czuł potrzeby zmiany. Wiedział, że jest dobry w tym, co robi. Żałował jedynie, że ma tak mało czasu na polepszanie swych umiejętności. 
Wkrótce trochę się zmieni. 
Tak, czekały go zmiany. Bał się. Cholernie się bał, że sobie nie poradzi, że zawiedzie. Wszystkie misje wydawały się takie łatwe. Iść, zrobić coś, wrócić. Nie obawiał się walki, ran ani śmierci. Za to przerażała go myśl bycia ojcem. 
Wiedział, że jego tata miał ciężko. On sam miał ciężko. Dzieci ninja z reguły same zostawały ninja, nie mając przy tym lekkiego życia. Mogły stracić rodziców w każdej chwili. Kakashi nie chciał zawieść swojego dziecka, i choć obiecał Shizune, że jej nie opuści, czuł przeraźliwy strach, że znów zawiedzie jako członek rodziny. 
Był przystosowany do życia w samotności, chodzenia własnymi ścieżkami. I choć cieszył się z potomka, nie mógł zaakceptować faktu, że jego własne dziecko będzie miało rodziców ninja. 
Skręcił w prawo, oglądając z daleka biegające po łące dzieci, mamy wołające pociechy na obiad i ojców przytulających kobiety ich życia. 
Tak, to jest prawdziwa, szczęśliwa rodzina. 

~*~

– O rany, jakie to wkurzające! 
Już chwilę po wypowiedzeniu tych słów, pożałował. Poczuł ciepło rozchodzące się po ciele w miejscu, gdzie pięść Temari trafiła w głowę. 
– Ile razy mam ci powtarzać, żebyś przestał marudzić! 
– Nienawidzę monotonnych wędrówek, a już od jakiegoś czasu wszędzie widzę piasek. Daleko jeszcze? – Shikamaru otarł czoło wierzchem dłoni i wypuścił głośno powietrze, mrużąc oczy przed rażącym słońcem. Czuł, jak jego skóra klei się od potu, a wiatr wciska piasek do oczu.
– Sam chciałeś mi towarzyszyć, więc choć raz się przymknij. – Traciła już cierpliwość. Trzeci dzień podróży do Suny na szczęście był ich ostatnim. 
Jedna doba dłużej, a przysięgam, rozszarpałabym go!
Westchnął i przewrócił oczami. 
– Jak możesz tak często podróżować od Konohy do Suny? Masz chyba jeszcze gorszą robotę niż ja. To takie nudne...
– Nikt ci nie kazał ze mną iść – rzuciła, niby od niechcenia. 
– Ciekawe, kto pilnowałby twojego bezpieczeństwa. Wolałbym, żeby nie powtórzyła się sytuacja sprzed paru dni. Jeszcze tego by brakowało, żeby łącznik między naszymi wioskami trafił do szpitala. Tsunade by się wkurzyła – ponoć papiery, które mamy dostarczyć do Kazekage, są ważne. 
– Dałabym sobie radę sama. A papiery są ważniejsze dla medyków, niż mojego brata. To raport z zabiegu Hinaty i ostatecznego składu odtrutki. 
– Nie mogli go wysłać jastrzębiem? – Shikamaru uniósł brwi do góry i spojrzał na twarz towarzyszki.
– Gaara się za mną stęsknił. Poza tym, Kankuro obiecał mi obiad, jakiego nie jadłam od dawna… Mmm, zupa tofu... Może tego nie widać, ale mój brat ma rękę do gotowania. – Przymknęła powieki i odetchnęła głęboko z delikatnym uśmiechem na twarzy. – Aż zrobiłam się głodna. 
– A mi się okrutnie chce… Dzięki – powiedział, gdy rzucona butelka z wodą trafiła w jego ręce. 
– Tylko nie wypij wszys… Shikamaru! Przed nami jeszcze jakieś pięć godzin wędrówki w upale, a nie mamy już ani kropli wody! 
– Było mi powiedzieć zanim… 
– Zamknij się! – przerwała. Uniosła ręce do góry, zaciskając je w pięści. – Nie dość, że wypiłeś cały swój zapas, to jeszcze i moją… 
– Ale… 
– Mówiłam, że masz się zamknąć! – Złapała się dłońmi za głowę i zacisnęła zęby. 
Cóż za osobliwość. Jest gorsza od mojej matki! 
Wsadził dłonie do kieszeni i pokręcił spuszczoną głową. Kopnął kamyk, który leżał na piasku i powędrował wzrokiem za jego torem lotu. 
– Wiesz, lubię, gdy się złościsz. Masz wtedy takie ładne rumieńce. 
– Jeszcze jedno słowo, a przysięgam, że naślę na ciebie burzę piaskową – wycedziła Temari. 
Odwróciła głowę w drugą stronę, po czym uśmiechnęła się do siebie. 

~*~

Siedział w lokalu, jedząc swój ulubiony makaron soba i zastanawiając się, dlaczego dał się na to wszystko namówić. Zaczynał się już nudzić. 
Spóźnia się. 
Mógł robić teraz coś ciekawszego, prawda? Na przykład trening – wyrwałby go od ponurych myśli, a tych w jego głowie kłębiło się sporo. Wciąż miał przed oczami wzrok Hiashiego i zastanawiał się, co takiego planuje jego wuj. Mógł równie dobrze przeglądać księgi, szukać informacji na temat tajemniczych liczb znalezionych w pokoju Tsunade lub zgłębiać wiedzę o przekazywaniu grup krwi. Wolałby nawet stać i patrzeć przez szybę w szpitalu, spodziewając się wybudzenia Hinaty. Jednak siedział tutaj, czekając na spóźniającego się kolegę i co chwila stukając palcami o blat stolika, czując zapachy potraw serwowanych głodnym mieszkańcom Konohy. 
Mógł przecież po prostu sobie pójść. Wstać i wyjść. Coś jednak go blokowało  – czuł, że jest winny koledze przysługę, a jego moralność i rozsądek nie pozwalały mu postąpić inaczej. Zresztą to byłoby niehonorowe. Bo choć Neji odznaczał się arogancją, to jednak swój honor miał. 
– Przepraszam za spóźnienie! Spotkałem Lee i Tenten i strasznie chcieli ze mną iść, a wolałem porozmawiać z tobą sam na sam… Sashimi poproszę… Tak, to wszystko, dziękuję. 
– Bez zbędnej ekscytacji, Inuzuka. 
Kiba zamarł na moment, po czym westchnął i przeczesał palcami swoje brązowe włosy. 
– Byłem u Tsunade, ba, nawet chciałem nawiedzić Shizune, bo podobno jest w domu, ale nikt nie chciał mi nic powiedzieć! Przecież obiecali, że będę miał dostęp do informacji! A Kakashiego, który mi to załatwił, oczywiście nie ma w wiosce. Jesteś ostatnią nadzieją, Neji. Co z operacją Hinaty? Jestem pewny, że wszystko wiesz. 
– Byłem dzisiaj w szpitalu. Operacja powiodła się. Powinna się niedługo wybudzić. 
– No tak, jak zwykle zwięźle i na temat. A może jakieś szczegóły? – zaczął marudzić, krzywiąc się. 
– Jest dobrze. To powinno ci wystarczyć. 
Neji już chciał wstać, ale Kiba go zatrzymał. 
– Naprawdę się o nią martwię. Proszę, powiedz mi, jeśli coś będzie nie tak. – Wzrok Inuzuki mówił wiele. Hyūga zobaczył w nim smutek, troskę, błaganie i coś, czego nie potrafił określić. 
– Kiba. Czy ty… 
– Nie, Neji. Czuję do niej to, co ty.  Po prostu jest moją przyjaciółką. Siostrą. 
Neji sam nie wiedział, czemu nie potrafił się z tym zgodzić. 

~*~

Cześć!
Sama nie mogę uwierzyć, jak szybko poszło mi nastukanie tego rozdziału po ponad rocznej przerwie. Po co komu matura, skoro można pisać, opko, prawda? Mam nadzieję, że ktoś jeszcze mnie pamięta, bo za miesiąc planuję ponadrabiać blogosferę. Ale już nic nie będę obiecywać. 

Rozdział niezbetowany do końca. Przepraszam. Będzie poprawiony wkrótce. 

4 komentarze:

  1. Cudownie, ze wznawiasz działalność ;D
    Będę miała wreszcie co czytać! A sama notka bardzo fajna, czekam na więcej!!! :3 ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że ktoś czyta moje wypociny. :)

      Usuń
  2. Ja czytam! Ja to kocham! I czekam ~_~ drugie najlepszych fanfic na jakie trafiłam ♥♡♥♡♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Cieszę się, że mam jeszcze czytelników!

      Usuń

Niah | Akinese | Credits: X, X