3/19/2018

Prolog

0 wpisy
Neji widział grymas na twarzy Kiby, gdy Tsunade zapowiedziała, że odbędą wspólną misję. Sam tylko obrzucił kolegę zdegustowanym spojrzeniem, a stojąca między nimi Hinata popatrzyła najpierw na jednego, potem na drugiego, po czym przewróciła oczami. 
– Tylko proszę was, nie zabijcie się – powiedziała, kiedy opuścili gabinet Hokage i szli razem z Akamaru pustym korytarzem. 
– Jeśli Neji nie będzie się rządził, nie dojdzie do morderstwa. 
– Jak mam nie rządzić, skoro jestem liderem tej misji? – Uniósł jedną brew. 
– Najlepiej nie gadać i pozwolić działać zawodowcom! Nie jesteś z naszej drużyny, Hyūga. 
Zatrzymali się gwałtownie, stając naprzeciwko siebie i zmierzyli spojrzeniami ciskającymi błyskawice. Akamaru szczeknął. 
– Jak się nie zamkniesz, to zamorduję cię jeszcze przed rozpoczęciem – żachnął się Neji. 
– Przestańcie! – Hinata stanęła między nimi, rozkładając ręce, rozdzielając lekko nachylonych w swoją stronę chłopaków. – Najlepiej zrobicie, jak nie będziecie się do siebie odzywać, jeśli to nie będzie konieczne. 
– Pff! Teraz ty będziesz się bawić w liderkę, Hinata? – zapytał Kiba, lecz dziewczyna już się odwróciła plecami i ruszyła w stronę wyjścia z budynku administracyjnego. Akamaru szczeknął, zamerdał ogonem i pobiegł za nią. Odpuszczając, chłopcy również wyszli na zewnątrz. 
I w ten oto sposób od początku misji Neji i Kiba nie zamienili ze sobą ani słowa. Transportowali właśnie przedstawiciela Wioski Snów, aby bezpiecznie dotarł do swego kraju wraz ze swoim kotem. 
– Wiesz, panienko, jego sierść wymaga stałej pielęgnacji, aby nie straciła blasku. Stałej! Ach, cóż za piękne zwierzę, piękne! – mówił starszy mężczyzna, gestykulując żywo rękami. 
Neji uważał, że długa, czarna broda (w połączeniu z łysiną) zleceniodawcy była dużo bardziej imponująca niż sierść futrzaka idącego przy nodze właściciela i pomiaukującego co jakiś czas. 
– Nie wątpię, panie Sato. – Hinata posłała mężczyźnie uśmiech. 
Neji spojrzał na jej promienną twarz oraz rozwiane przez delikatny wietrzyk włosy i uniósł kącik ust do góry. 
– Dogonię Kibę, musimy zrobić przerwę i coś zjeść – powiedziała. 
– Tylko niech ten pies nie zbliża się do mojego Yoru! Biedaczek strasznie się boi. Strasznie!
– Spokojnie, panie Sato. Jestem przekonana, że Akamaru nie skrzywdziłby żadnego kota... – zawahała się – ale jednak poproszę Kibę, żeby jego psiak nie zbliżał się do Yoru. 
Dziewczyna pobiegła ubitą drogą, by dogonić Inuzukę patrolującego teren paręnaście metrów z przodu, razem z Akamaru. Neji aktywował na chwilę Byakugana, aby sprawdzić leśną okolicę, lecz nikogo nie wykrył. Wdychał głęboko świeże powietrze, przyglądając się kotu. Miał wrażenie, jakby dumne zwierzę  z kokardą na szyi celowo szło z uniesioną głową. 
– Bardzo miła ta dziewuszka. Pochodzicie z rodu Hyūga, mam rację? Ach, te wyjątkowe oczy. Kiedyś porwano jedną dziewczynkę z Hyūgów dla tego skarbu. Pamiętam, było o tym głośno nawet u nas. Biedne dziecko, ach! Biedne! Musiało przeżyć traumę. Tak, było o tym głośno, prawda, Yoru? 
Neji doskonale wiedział, że przywołaną dziewczynką była właśnie Hinata, lecz nie odezwał się ani słowem. To przez tę noc i przez to właśnie porwanie zginął jego ojciec. Już dawno wyzbył się żalu – wiedział, że była to decyzja Hizashiego, jednak nie miał ochoty o tym rozmawiać. 
Droga robiła się coraz węższa, ale korony drzew nie przysłaniały jeszcze całkowicie nieba, gdy Hyūga zauważył dwójkę ninja, którzy odstawili plecaki i wyciągnęli prowiant. W miarę, jak się zbliżali, coraz wyraźniej słychać było rozmowę: 
– Akamaru, musisz iść. Nie patrz tak na mnie! Nic nie poradzę na to, że na tej misji rządzi kocur! Już bym wolał zrzędzącego Nejiego… 
– Kiba! Pamiętaj, że naszą misją jest chronić pana Sato, a więc i jego kota. – Hinata podparła  ręce pod boki, gdy zauważyła zbliżającego się staruszka, który – na całe szczęście – chyba nic nie słyszał, zajęty mówieniem do Yoru. Jeszcze chwila, a dziewczyna zrobiłaby pewnie palcem no, no, no. – I ucisz się już. Idą. 
Akamaru warknął, widocznie obrażony na swojego pana. Ten rzucił mu kilka kostek, które wyciągnął uprzednio z plecaka, po czym psiak szczeknął zadowolony i pobiegł w sobie tylko znanym kierunku. 
– Proszę, panie Sato – powiedziała Hinata. 
– Dziękuję, panienko. – Mężczyzna chwycił kanapkę, przełamał na pół i oddał jedną część Yoru. 
– Świetnie. Ja dźwigam żarcie, a on je daje kotu – mruknął Kiba tak cicho, żeby tylko Neji i Hinata mogli go usłyszeć. 
Dziewczyna oburzyła się i lekko uderzyła Inuzukę w ramię, zaś jej kuzyn tylko prychnął. 
No tak, Hinata jak zwykle wszystkich broni, a Inuzuka nie ma na tyle rozumu, żeby się przymknąć. 
– Ała! Co ja ci zrobiłem? Możesz łaskawie trzymać łapy… 
W tej samej chwili Kiba schylił się, a Hinata przyciągnęła go za rękaw do siebie. Koło ucha chłopaka świsnęła strzała, wbiła się w pień drzewa. Neji aktywował Byakugana i rzucił kunai w lewo, w przeciwnika. 
– Kiba, chroń zleceniodawcę! Hinata… 
– Widzę! – krzyknęła, robiąc unik przed uderzeniem. Przeciwnik pojawił się znikąd, lecz dziewczynie udało się zareagować na czas.  
– Hakke Kūshō – wyszeptał Neji. 
Sprężona powłoka próżniowa wysłana z jego dłoni uderzyła w atakującego, powalając go na ziemię. Półobrót. Skok. Dwa kunaie wbite centralnie w serce i żołądek. Usłyszał gwizd. Obrót. Salto. 
Ninja bez opasek. Bez znaku wioski. Kim oni są?
– Jūken. 
Dłonie Nejiego uderzały w kolejnego ninja tak szybko, że niemal niewidocznie. 
Czakra zablokowana.  
– Byakki Kaihō. 
Następna seria uderzeń. Przeciwnik podskakiwał niczym szmaciana lalka. Ponowny gwizd.
Ładowanie, koncentracja. Teraz! 
Neji uwolnił czakrę w wybuchu, który odrzucił wroga z ogromną prędkością. Uderzył w drzewo i osunął się. 
Dwóch pokonanych. 
Neji zablokował nadchodzący cios z prawej, schylił się przed kolejnym uderzeniem. Unik, krok do tyłu, cios. Nie trafił. Unik, skok do góry, odchylenie w lewo, zaciśnięcie pięści, celował w brzuch. 
Kurwa, czemu w łokieć?!
Prawa dłoń w kolano – nie trafił. Dostał w ramię. Odskoczył. Przeciwnik był silniejszy, niż Hyūga się spodziewał. 
Szybko się rozejrzał – Kiba osłaniał pana Sato, odpychając atak, a Hinata walczyła z jakimś z ninja.
Czemu nie atakują zleceniodawcy? 
– Hakke Rokujūyon Shō. 
Neji nałożył krąg Ośmiu Trygramów na napastnika. Przyjął pozycję, by rozpocząć technikę. 
Pierwszy etap – dwa uderzenia. Drugi – cztery. Trzeci – osiem. Czwarty – szesnaście. Piąty – trzydzieści dwa. Szósty – sześćdziesiąt cztery. Czakra zablokowana. 
Stanął, łapiąc szybko powietrze. Wróg zrobił kilka niezdarnych kroków w tył. Upadł. 
Nadbiegł Akamaru, który musiał usłyszeć gwizdanie Kiby. Strzała wyleciała nie wiadomo skąd. Pies rzucił się na pana Sato, przewrócili się i przeturlali. 
– Kiba, kot! – krzyknęła Hinata, która właśnie odrzuciła przeciwnika jedną z technik, lecz było za późno. Rozległo się głośne, przeciągłe miauknięcie. 
Yoru leżał pod drzewem ze strzałą w boku. 
Inuzuka wskoczył na grzbiet Akamaru i pobiegł w stronę, z której dochodziła słaba woń łucznika. Neji Byakuganem rozejrzał się, lecz nie wykrył ani jego, ani więcej wrogów. Ani łucznika. Reszta leżała nieprzytomna. Hinata już klęczała nad kotem, w jednej dłoni trzymając wyciągniętą strzałę, a drugą emitując nad ciałem czakrę. Po drugiej stronie klęczał pan Sato chowający twarz w dłoniach, zawodząc: 
– Panienko, ratuj go, ratuj! Yoru jest cenny dla mnie, ach, cenny! – Trząsł się. 
– Proszę się uspokoić, robię co w mojej mocy. Neji, potrzymaj. – Podała mu strzałę. – Tylko uważaj, nie dotykaj grotu. 
– Cholera, zwiał! – krzyknął Kiba, który właśnie wyłonił się spomiędzy gałęzi drzew po drugiej stronie drogi. – Udało mu się zatrzeć zapach, musiał być cholernie szybki. Zaraz, co się z nimi dzieje? Patrzcie!
Akamaru szczeknął. Pokonani ninja jeden po drugim zaczęli rozpływać się w powietrzu. 
– Technika iluzji. – Neji spojrzał na Kibę i skinął głową w stronę zleceniodawcy klęczącego przy Yoru. 
– Panie Sato, niech pan się odsunie. Usiądźmy gdzieś dalej. Tutaj, koło tego kamienia. Dam panu wody. – Inuzuka skrzywił nos od kociego zapachu, gdy brał mężczyznę pod ramię. 
Hyūga nachylił się koło kuzynki. 
– Co się dzieje? Skoro żył, powinnaś zdołać go już uleczyć. To kot. 
– Strzała musi być zatruta. Uważaj na nią. W życiu nie widziałam trucizny, która paraliżuje. O czymś podobnym opowiadała mi Sakura, jednak tamto nie działało tak szybko, a ten kot już cały zdrętwiał. Nie wiem, może to coś prędzej działa na zwierzęta? – Westchnęła. – Jesteśmy za daleko, by dotrzeć na czas do Wioski Liścia, ale do Wioski Snów może zdążymy. Wątpię jednak, by tamtejsi medycy byli tak dobrze wyszkoleni, by sobie z tym poradzić. – Wskazała głową na Yoru. – Przydałaby się Sakura… Jednak musimy spróbować. – Zakończyła emisję czakry i zaczęła zakładać opatrunek, aby zatamować krew. 
Neji przytaknął. 
– Co myślisz o tych ninja? Nie mieli opasek. 
– Zauważyłam. To dziwne – nawet Akatsuki wciąż je noszą, choć z przekreślonymi symbolami. Nie widziałam nigdy czegoś podobnego. 
– Zbierajmy się do Wioski Snów. Strzałę przechowamy dla naszych medyków, niech zbadają truciznę. – Neji wstał i otrzepał kolana, po czym podał dłoń Hinacie i pomógł jej się podnieść. 
– Dobrze, że panu Sato nic nie jest. To dziwne, że skupili się na walce z nami, zamiast atakować zleceniodawcę. – Zmarszczyła czoło. 
Neji pokręcił głową, patrząc na kuzynkę z niepokojem. 
– Oni nie polowali na pana Sato. Oni polowali na nas. 


________________________________________________

Postanowiłam zacząć tę historię od nowa. Większość wątków będzie się pokrywać, jednak mam zamiar zmienić początek. 
Stare wpisy na razie zostaną, dopóki nie napiszę rozdziałów od nowa. 
Betowała niezastąpiona Skoia <3. 

Niah | Akinese | Credits: X, X